Różnica między Jezusem a Muhammadem. Kluczowa różnica: zarówno Jezus, jak i Mahomet są głównymi figurami ich odpowiednich religii. Jezus jest centralną postacią chrześcijaństwa, podczas gdy Mahomet jest centralną postacią islamu. Jezus i Muhammad są często porównywane do siebie, ponieważ są figurantami ich odpowiednich religii.
Chrześcijaństwo i Kościół Boga Wszechmogącego opierają się na wierze w tego samego Boga. Ludzie, którzy rozumieją historię religii, wiedzą, że judaizm w Izraelu narodził się z dzieła, którego Bóg Jahwe dokonał w Wieku Prawa. Chrześcijaństwo, katolicyzm i wschodnie prawosławie to kościoły, które wyłoniły się po tym, jak wcielony Pan Jezus dokonał dzieła odkupienia. Kościół Boga Wszechmogącego pojawił się, gdy Bóg stał się ciałem w czasie dni ostatecznych, aby dokonać dzieła sądu. Chrześcijanie w Wieku Łaski czytali Nowy i Stary Testament Biblii, a chrześcijanie Kościoła Boga Wszechmogącego w Wieku Królestwa czytają Słowo ukazujące się w ciele, wypowiedziane osobiście przez samego Boga w dniach ostatecznych. Chrześcijaństwo przestrzega dzieła odkupienia, którego dokonał Pan Jezus w Wieku Łaski, zaś kościół Boga Wszechmogącego akceptuje dzieło sądu dni ostatecznych, dokonywane przez ponownie przybyłego Pana Jezusa, Boga Wszechmogącego. Różnica pomiędzy chrześcijaństwem a Kościołem Boga Wszechmogącego jest taka, że chrześcijaństwo przestrzega dzieła, którego Bóg dokonał w Wieku Prawa i Wieku Łaski, podczas gdy Kościół Boga Wszechmogącego przestrzega dzieła sądu rozpoczynającego się od domu Bożego, którego Bóg dokonał w dniach ostatecznych. Różnice pomiędzy chrześcijaństwem a Kościołem Boga Wszechmogącego są podobne do różnic pomiędzy chrześcijaństwem a judaizmem: w Wieku Łaski Pan Jezus dokonał dzieła odkupienia rodzaju ludzkiego na fundamencie dzieła Starego Testamentu w Wieku Prawa. Ale główni kapłani, uczeni w Piśmie i Faryzeusze judaizmu nie rozpoznali, że Pan Jezus był wcieleniem Jahwe, że był Mesjaszem, na którego czekali. Uparcie trzymali się praw i przykazań Starego Testamentu, ogłoszonych przez Boga Jahwe. Ukrzyżowali też miłościwego Pana Jezusa, który uratował rodzaj ludzki, i w ten sposób obrazili Boże usposobienie. Wówczas Bóg porzucił cały judaizm, który trzymał się praw Starego Testamentu, i zwrócił swe zbawienie ku poganom, którzy akceptując i naśladując Pana Jezusa stworzyli kościoły Nowego Testamentu, określane również mianem chrześcijaństwa. W międzyczasie Żydzi, którzy trzymali się wyłącznie dzieła Boga Jahwe ze starotestamentowego Wieku Prawa i odrzucali dzieło odkupienia Pana Jezusa, utworzyli to, co zwie się judaizmem. Stąd widać, że chrześcijaństwo i Kościół Boga Wszechmogącego wierzą w tego samego Boga – Pana, który stworzył niebo i ziemię i wszystkie rzeczy. Rzecz w tym, że tylko imię i dzieło, do którego odnoszą się ludzie, jest inne: Kościół Boga Wszechmogącego przestrzega nowego imienia Boga w Wieku Królestwa i akceptuje nowe dzieło dokonywane przez Boga w czasie dni ostatecznych, podczas gdy chrześcijaństwo trzyma się imienia Boga z Wieku Łaski i akceptuje stare dzieło, którego Bóg dokonał we wcześniejszych wiekach. To jest najważniejsza różnica pomiędzy chrześcijaństwem a Kościołem Boga Wszechmogącego. Bóg, w którego wierzą oba kościoły, jest ten sam: jedyny prawdziwy Bóg, który stworzył niebo i ziemię i wszystkie rzeczy. Jest to fakt, którego nikt nie może wypaczyć ani mu zaprzeczyć. Wielu chrześcijan wierzy, że muszą tylko zaakceptować dzieło odkupienia dokonane przez Pana Jezusa, by wejść do królestwa niebieskiego i nie muszą dodatkowo akceptować dzieła sądu Boga Wszechmogącego dni ostatecznych. Takie koncepcje są całkowicie błędne. W Wieku Łaski Pan Jezus dokonał dzieła odkupienia. Ludzie zostali zbawieni ze względu na swoją wiarę i nie byli już więcej potępieni przez prawo ani pozbawiani życia ze względu na swe uchybienia. A jednak Pan Jezus wybaczył człowiekowi tylko jego grzech, nie odpuścił ani nie uleczył grzesznej natury człowieka. Szatańskie usposobienie w ludziach – arogancja i zarozumialstwo, samolubność i chciwość, nikczemność i kłamliwość, bunt i sprzeciw wobec Boga – wszystko to nadal istniało. Ludzie musieli zostać jeszcze całkowicie oczyszczeni, zbawieni i pozyskani przez Boga. Tak więc Pan Jezus powiedział po wielokroć, że musi powrócić. W wielu miejscach w Biblii prorokuje się, że Bóg powróci i dokona sądu, prowadząc świętych do królestwa niebieskiego. Wcielony Bóg Wszechmogący dni ostatecznych wyraził wszystkie prawdy dla oczyszczenia i zbawienia rodzaju ludzkiego i wykonał nowe dzieło sądu, poczynając od domu Bożego, na fundamencie dzieła odkupienia dokonanego przez Pana Jezusa. Ma to na celu oczyszczenie ludzkiej grzesznej natury i umożliwienie rodzajowi ludzkiemu całkowitego uwolnienia się z niewoli i ograniczeń grzechu oraz życia na podobieństwo prawdziwego człowieka i bycia pozyskanym przez Boga, a także wejścia do pięknego miejsca przeznaczenia, przygotowanego przez Boga. Można powiedzieć, że dzieło odkupienia wykonane przez Pana Jezusa jest fundamentem dzieła zbawienia dokonywanego przez Boga dni ostatecznych, podczas gdy dzieło sądu dni ostatecznych jest rdzeniem i głównym punktem dzieła Bożego zbawienia. Ten etap dzieła jest kluczowy i najważniejszy dla zbawienia rodzaju ludzkiego. Tylko ci, którzy akceptują dzieło sądu dni ostatecznych, dokonywane przez Boga Wszechmogącego będą mieli szansę na zbawienie i wejście do królestwa niebieskiego oraz na stanie się tymi, którzy są pochwyceni przed Bogiem. Dziś niektórzy ludzie różnych wiar w świecie religijnym dostrzegli, że Bóg Wszechmogący jest powrotem Pana Jezusa w czasie dni ostatecznych, a więc przyjęli Boga Wszechmogącego i poczęli podążać za Nim. Niektórzy niewierzący również przyjęli Boga Wszechmogącego ze względu na prawdy wyrażone przez Niego. Ludzie ci, którzy wierzą w Boga Wszechmogącego, tworzą Kościół Boga Wszechmogącego. Pod przewodnictwem i pasterską opieką Chrystusa dni ostatecznych Boga Wszechmogącego, chrześcijanie Kościoła Boga Wszechmogącego, poprzez doświadczenie i praktykowanie słów Boga Wszechmogącego, zaczynają stopniowo rozumieć wiele prawd i wyraźnie dostrzegać źródło i istotę ludzkiego zepsucia. Pod sądem i karceniem Bożych słów ludzie naprawdę i rzeczywiście posmakowali sprawiedliwego i nienaruszalnego usposobienia Boga. Ponieważ znają Boga, stopniowo zaczęli się go obawiać i unikać zła oraz żyć zgodnie ze słowami Bożymi. Wraz ze zrozumieniem prawdy ludzka wiedza na temat Boga stała się coraz głębsza, a ich posłuszeństwo wobec Boga stało się jeszcze większe, zaczęli też wcielać coraz więcej prawd w życie. Nie zdając sobie z tego sprawy, ludzie ci będą całkowicie uwolnieni od grzechu i osiągną świętość. W międzyczasie chrześcijanie, którzy nie akceptują nowego dzieła Boga Wszechmogącego, nadal wierzą w chrześcijaństwo. Trzymają się imienia Pana Jezusa i przestrzegają nauk Biblii i już dawno zostali strąceni w ciemność przez Boga, tracąc jego opiekę i ochronę. Jest to uznany fakt. Jeśli ludzie uparcie nie okazują skruchy i ślepo potępiają Pana Jezusa i przeciwstawiają się Panu Jezusowi ponownie przybyłemu w czasie dni ostatecznych, czyli Bogu Wszechmogącemu i odmawiają przyjęcia dzieła sądu dni ostatecznych dokonanego przez Boga Wszechmogącego, to w końcu wszyscy oni zostaną wyeliminowani przez dzieło Boże.
Chrześcijaństwo to wywodząca się z judaizmu religia monoteistyczna o zasięgu ogólnoświatowym, która powstała w I. w. n.e. na Bliskim Wschodzie. Chrześcijaństwo zapoczątkowała działalność publiczna Jezusa Chrystusa z Nazaretu, który od około 28 r. do 30 r. między Galileą a Judeą głosił tzw. Dobrą Nowinę o Królestwie Bożym.
Fot. Teologia PolitycznaObecnie jesteśmy świadkami głębokiej rewolucji w naszym Kościele. Trudno powiedzieć, w jakich krajach katolicyzm przetrwa jako odrębna forma religijna – mówi KAI ks. Andrzej Kobyliński, filozof i etyk z UKSW, w rozmowie o pentekostalizacji – zarówno zagrożeniach, jak i nadziejach związanych z tym Gospodarek (KAI): Jak można najprościej określić istotę pentekostalizacji?Ks. Andrzej Kobyliński: Nie ma jednej uniwersalnej definicji tego zjawiska. W moich publikacjach określam pentekostalizację jako ogólnoświatowy proces powstawania nowych wspólnot zielonoświątkowych oraz przekształcanie wielu innych chrześcijańskich Kościołów i związków wyznaniowych w jedną, uniwersalną odmianę chrześcijaństwa charyzmatycznego w wymiarze globalnym. W wyniku tego procesu, na gruncie tradycyjnych Kościołów chrześcijańskich – szczególnie w Afryce, Azji czy Ameryce Południowej – rodzą się nowe wspólnoty, związki wyznaniowe lub sekty o charakterze charyzmatycznym i zielonoświątkowym. Proces głębokiej transformacji na poziomie głoszonej doktryny czy praktykowanych form życia religijnego dokonuje się także wewnątrz wielu tradycyjnych Kościołów chrześcijańskich. Pentekostalizacji podlega także Kościół katolicki w Polsce i na Synonimem pentekostalizacji jest uzielonoświątkowienie?– Zdecydowanie tak. W 2014 r. stworzyłem na potrzeby języka polskiego to pojęcie. Dlaczego? Ponieważ niektórzy moi rozmówcy twierdzili, że wyrażenie pentekostalizacja jest niezrozumiałe na gruncie polskim. Tak powstało słowo Kiedy to zjawisko pojawiło się w Polsce?– Jako symboliczny Rubikon wskazuję rok 2007, ponieważ mniej więcej wtedy zaczęła się w Polsce pojawiać fala mówców, kaznodziejów zapraszanych z Afryki, Azji i Ameryki Południowej. Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat ci nowi ewangelizatorzy przemawiali w kościołach, na stadionach, w telewizji, w radiu oraz w Internecie do milionów mieszkańców naszego kraju. Najbardziej znane postaci to Gloria Polo z Kolumbii, James Manjackal i Jose Maniparambil z Indii, Maria Vadia z USA, John Bashobora z Ugandy, Myrna Nazzour z Syrii, włoscy duchowni Antonello Cadeddu i Enrico Porcu, którzy obecnie pracują w Brazylii itd. Jak można określić nauczanie tych osób? Jest to najczęściej synkretyczna religijność chrześcijańska, podlegająca głębokiej pentekostalizacji, która jest przyjmowana w Polsce bezkrytycznie przez wielu księży, kleryków, siostry zakonne czy osoby Ksiądz się niepokoi, a ostatni papieże – Jan Paweł II, Benedykt XVI i Franciszek – bardzo pozytywnie mówią o ruchu charyzmatycznym.– Należy odróżnić katolicki ruch charyzmatyczny od globalnego procesu pentekostalizacji. W moich badaniach nie zajmuję się specyfiką wspólnot charyzmatycznych w Kościele katolickim, ale przenikaniem treści zielonoświątkowych do wnętrza naszego Kościoła. W Polsce Odnowa w Duchu Świętym jest jednym z wielu ruchów zatwierdzonych przez odpowiednie władze kościelne. Chodzi o to, żeby katolickie wspólnoty charyzmatyczne zachowały swoją tożsamość. Podam dramatyczny przykład, o którym mówię publicznie od wielu lat. Chodzi o łączenie podczas katolickich nabożeństw tzw. Toronto Blessing z adoracją Najświętszego Sakramentu. Uważam, że wprowadzanie ludzi w histeryczny śmiech w trakcie modlitwy przed Najświętszym Sakramentem jest profanacją największego skarbu naszej wiary. Niestety, moja opinia jest odosobniona. W Polsce panuje duża akceptacja dla takich nowych praktyk Mógłby Ksiądz wyjaśnić, co to jest Toronto Blessing?– Błogosławieństwo z Toronto to nazwa doświadczenia nowej fali Ducha Świętego, które pojawiło się na początku 1994 r. w jednym ze zborów zielonoświątkowych największego miasta Kanady. W trakcie nabożeństw prowadzonych w tej wspólnocie uczestnicy tracili przytomność, padali na ziemię, wpadali w euforyczne stany, tj. śmiech, płacz, drżenie ciała. Ludzie wykonywali nietypowe ruchy i wydawali różnego rodzaju dźwięki, naśladowali zwierzęta, wydając przy tym charakterystyczne dla nich odgłosy. Co ciekawe, to zjawisko w sposób niewytłumaczalny naukowo rozlało się po całym świecie, przenikając do różnych wspólnot chrześcijańskich, w tym do Kościoła katolickiego w Dlaczego krytykuje Ksiądz Toronto Blessing?– Uważam to zjawisko za szkodliwe dla ludzkiej psychiki i kompromitujące religię chrześcijańską. Pytanie podstawowe dotyczy przyczyny. W jaki sposób ludzie tracą świadomość? Czy jest to działanie naturalne czy nadprzyrodzone? Czy to naprawdę Bóg wyłącza funkcjonowanie naszego umysłu i wprowadza nas w stan nieświadomości? Pamiętajmy o tym, że w takim stanie – podobnie jak w hipnozie – jesteśmy bezbronni, nie chroni nas nasz rozum, do naszej świadomości i podświadomości można wprowadzić, z pominięciem naszej woli, wiele różnych treści. Jeśli przyjmujemy, że rozum, wolność i świadomość są wielkimi darami Boga, które wyróżniają nas spośród wszystkich innych stworzeń na ziemi, to czemu miałyby służyć sytuacje, w których Bóg nam te dary chwilowo odbiera?KAI: A jak ma się w tym wszystkim odnaleźć polski katolik, kiedy widzi, że jeden biskup mówi tak, a drugi inaczej?– To jest pytanie niezwykle bolesne, ponieważ mamy w Polsce wielką polaryzację stanowisk teologicznych. W jednej diecezji upadki w trakcie nabożeństw (spoczynek w duchu, hipnoza magnetyczna, trans, autosugestia) są zakazane, w innej dozwolone, a nawet promowane przez biskupów. Mamy diecezje, które organizują rekolekcje z ks. Johnem Bashoborą z Ugandy, ale są też inne diecezje, w których obowiązuje zakaz takich spotkań. Bywa tak, że to, za co w jednej diecezji księża mogą być nagradzani przez swoich przełożonych, w innej będzie przedmiotem różnego rodzaju krytyki i kar kościelnych. Niestety, ogromny bałagan doktrynalny dotyczy rozumienia podstawowych prawd wiary i Z pewnością ogromną zasługą i siłą ruchów charyzmatycznych jest zapał ewangelizacyjny. Jak Ksiądz rozumie nową ewangelizację?– To jest oczywiście sprawa bardzo ważna. Jako katolicy w Polsce możemy czerpać niektóre dobre elementy z ogólnoświatowego ruchu pentekostalnego, np. dowartościowanie emocji w doświadczeniu religijnym czy właśnie zapał ewangelizacyjny. Rzeczywiście, ten zapał we wspólnotach pentekostalnych może zdumiewać. Często on właśnie sprawia, że w Ameryce Południowej czy Afryce miliony katolików odchodzą do tych nowych wspólnot. W tym kontekście jest wskazane ucharyzmatycznienie katolicyzmu, czyli przyjęcie przez katolików dobrych elementów ruchu pentekostalnego. Gdy chodzi natomiast o nową ewangelizację, przy Konferencji Episkopatu Polski istnieje Zespół ds. Nowej Ewangelizacji, który określa, czym ona powinna być w naszym Obserwuje Ksiądz publikacje zagranicznych badaczy pentekostalizacji. Czy udało się Księdzu w swoich badaniach zwrócić uwagę na kwestie nigdzie niepodejmowane?– Tym, co stanowi osiągnięcie poznawcze moich opracowań, jest próba określenia podstawowych zasad etycznych, które powinny obowiązywać w nowych ruchach i wspólnotach religijnych o charakterze pentekostalnym. Uważam tę kwestię za fundamentalną. Jak unikać różnych form psychomanipulacji w grupach modlitewnych? Czego nie powinni robić egzorcyści? Dlaczego hipnoza magnetyczna może być szkodliwa dla zdrowia psychicznego? Jak nie wmawiać ludziom uzdrowienia w tych sytuacjach, w których wszystko wskazuje na to, że możemy racjonalnie wytłumaczyć powrót do zdrowia osoby chorej? Potrzeba dzisiaj jasnych zasad etycznych, które będą regulować relację lidera grupy religijnej do jej Może Ksiądz podać jakieś przykłady?– Bardzo często zwracam uwagę na problem osób nieletnich. Niestety, znam wiele przypadków odprawiania egzorcyzmów nad dziećmi bez zgody rodziców albo wprowadzania nieletnich w stan hipnozy Czy jest jakaś szansa, żeby powstała odpowiednia komisja ekumeniczna, która mogłaby wypracować kodeks etyczny dla liderów wspólnot religijnych?– Na obecnym etapie nie widzę takiej możliwości. Wszystko wskazuje na to, że w najbliższych dziesięcioleciach chrześcijanie będą coraz bardziej podzieleni i skłóceni. Nazywam ten proces hybrydową wojną religijną, jakiej chrześcijaństwo jeszcze nie Wróćmy do wspólnot charyzmatycznych w Kościele katolickim. Jak je chronić przed niebezpieczeństwami, na które Ksiądz wskazuje?– Trzeba zaznaczyć, że w te wspólnoty zaangażowani są często bardzo aktywni ludzie, robiący wiele dobrych rzeczy w parafiach. Nie pytamy o to, czy te grupy powinny funkcjonować, bo one istnieją i mają swoje miejsce w Kościele, jak wszystkie inne ruchy i wspólnoty. Chodzi jedynie o to, aby chronić je przed psychomanipulacją czy przenikaniem treści zielonoświątkowych bądź szamańskich. Tego rodzaju grupy powinny zachować katolicką wersję rozumienia darów Ducha Świętego i charyzmatyczności naszej Kto w Polsce powinien to określać?– Wielką rolę do odegrania ma w tym względzie Komisja Nauki Wiary Konferencji Episkopatu Polski. Miałem zaszczyt dwukrotnie głosić referat przed tym gremium w latach 2016–2017. Warto w tym miejscu przypomnieć, że w 2015 r. Komisja Nauki Wiary przygotowała dwa ważne dokumenty, zakazujące praktykowania tzw. spowiedzi furtkowej i uzdrowienia Skąd się wzięły te dziwne, trochę szamańskie, praktyki religijne w naszym kraju?– Są one oczywiście konsekwencją globalnego procesu pentekostalizacji. Spowiedź furtkowa koncentruje się na działaniu złego ducha w naszym życiu. Polega na wskazywaniu tzw. furtek, czyli sposobów, w jaki zły duch wchodzi rzekomo pod nasze strzechy. Podczas przygotowania do spowiedzi furtkowej wierni skupiają się na tym, by znaleźć w swoim życiu wszystkie sytuacje, poprzez które złe duchy zamieszkują w ich życiu. Szuka się także takich furtek w życiorysach swoich przodków – to koncepcja grzechów pokoleniowych i uzdrowienia międzypokoleniowego. Istotą tego nauczania – zakorzenionego w antropologii i kosmologii afrykańskiej – jest przekonanie, że złe duchy mogą się dostać do naszego życia z powodu słuchania muzyki rockowej, posiadania tatuaży czy lektury „Harry’ego Pottera”.KAI: Czy polska pobożność ludowa ma coś, z czego może czerpać albo na czym może bazować ruch pentekostalny?– Religijność ruchu pentekostalnego pada na podatny grunt naszej polskiej pobożności ludowej. Nasz katolicyzm nie jest intelektualny czy biblijny. Jest w dużym stopniu nacechowany pobożnością ludową, tradycyjną. W konsekwencji większość naszych katolików łatwo przyjmuje różne treści, czasami szkodliwe i nonsensowne, głoszone przez ewangelizatorów z Afryki, Azji czy Ameryki Zdarza się, że na spotkania formacyjne katolickiego ruchu charyzmatycznego zaprasza się mówców ze wspólnot zielonoświątkowych. Ciekawym przykładem, wskazującym na to, że może zagrożenie takim synkretyzmem u nas nie jest aż tak duże, jest to, że Ulf Eckman, założyciel dużej, prężnej wspólnoty protestanckiej, przyjeżdżał na takie spotkania do Polski i parę lat temu konwertował na katolicyzm. Te spotkania pomogły mu otworzyć się na Kościół katolicki, dostrzec w nim autentycznego ducha Ewangelii.– Oczywiście szanuję przemianę duchową Ulfa Eckmana i cieszę się, że został katolikiem. Takie przypadki są jednak marginalne. Najczęściej to katolicy przechodzą do różnego rodzaju wolnych kościołów protestanckich. Obecna sytuacja Kościoła katolickiego w Ameryce Łacińskiej potwierdza ten dramatyczny i bolesny Czy w dobie ekumenizmu wskazywanie negatywnych aspektów pentekostalizacji jest spójne z posoborową praktyką Kościoła katolickiego?– Oczywiście. Kardynał Kurt Koch, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Jedności Chrześcijan, mówi nawet o pentekostalizacji ruchu ekumenicznego. To oznacza, że w nowym podejściu Kościoła katolickiego do ekumenizmu i dialogu międzyreligijnego, które narodziło się po Soborze Watykańskim II, nie można dzisiaj pominąć przyczyn i skutków globalnego procesu pentekostalizacji. Przede wszystkim musimy umiejscowić w szerszym kontekście to wszystko, co dzieje się obecnie z religijnością katolicką w naszym że od kilkunastu lat polski katolicyzm podlega głębokiej transformacji. W naszych parafiach, w naszych sanktuariach maryjnych, w naszych seminariach duchownych pojawiają się zupełnie nowe zjawiska religijne, których nie było 20-30 lat temu. To, co się dzieje obecnie z Polską religijnością, jest w dużym stopniu konsekwencją tego, co dokonuje się w wymiarze Mówi się, że te rzeczy, które Ksiądz określa jako niepokojące, są np. wymianą darów z braćmi zielonoświątkowcami. Co dalej z ruchem ekumenicznym?– Kardynał Koch twierdzi, że współczesny ekumenizm został w pewnym sensie wywrócony do góry nogami przez proces pentekostalizacji. Dlaczego? Ponieważ na przestrzeni ostatnich 20 latach narodziła się w świecie swego rodzaju galaktyka nowych wspólnot zielonoświątkowych. Dzisiaj wiele wcześniejszych sporów doktrynalnych, prowadzonych dotychczas między różnymi denominacjami chrześcijańskimi, stało się w pewnym sensie passé. Rewolucja pentekostalna ostatnich lat, nazywana także Reformacją pentekostalną albo nową Reformacją, zmieniła mapę chrześcijaństwa Co to znaczy w praktyce?– Ruch zielonoświątkowy narodził się w Stanach Zjednoczonych w 1901 r. W 2000 r. wspólnoty zielonoświątkowe na świecie liczyły 100 milionów wyznawców. Obecnie liczbę chrześcijan zielonoświątkowych szacuje się na 600-800 milionów. Za kilka lat będzie to już miliard. Już dzisiaj 70% wszystkich protestantów należy do wspólnot pentekostalnych. Gdy chodzi o rzeczywiste praktykowanie religii, a nie tylko formalną przynależność kościelną, już dzisiaj zielonoświątkowcy są największym wyznaniem W jaki sposób praktykować dialog ekumeniczny ze wspólnotami z tego nurtu?– Najpierw musimy zrozumieć, czym w ogóle ten ruch jest i skąd on się wziął? Dlaczego Kościół katolicki w Ameryce Łacińskiej utracił połowę swoich wiernych? Jak to wytłumaczyć? Oczywiście należy pytać o formy dialogu ekumenicznego między katolikami a wspólnotami zielonoświątkowymi. Nie jest to kwestia prosta. Stolica Apostolska prowadzi dialog ekumeniczny z federacją niektórych Kościołów i wspólnot pentekostalnych. Istnieje natomiast wielka liczba denominacji zielonoświątkowych, które nie są zainteresowane żadną formą dialogu ekumenicznego. Jak rozmawiać z tą galaktyką kościołów, związków wyznaniowych i sekt? Mamy obecnie około 48 tys. denominacji chrześcijańskich. Znakomita większość to wspólnoty Skąd pochodzą te dane?– Najbardziej wiarygodnym ośrodkiem badawczym, który monitoruje rozwój wszystkich wyznań chrześcijańskich na świecie, jest amerykańskie Centrum Studiów Chrześcijaństwa Globalnego w South Hamilton w stanie Massachusetts. Badania tego Centrum pokazują, że co 10 godzin jest zakładany na świecie przez chrześcijan nowy związek wyznaniowy lub sekta. Niestety, religia chrześcijańska w wymiarze globalnym podlega głębokiej dekompozycji – staje się coraz bardziej zielonoświątkowa. Chrześcijaństwo staje się coraz bardziej skłócone i Czy możemy się razem spotykać i modlić?– Oczywiście, ale pytanie zasadnicze dotyczy wizji przyszłości. Coraz częściej zwycięża koncepcja chrześcijaństwa synkretycznego, ponaddenominacyjnego. W tej nowej wizji zapomina się o starych podziałach. Znikają też tradycyjne formy rozumienia prawd wiary i moralności. W chrześcijaństwie ponaddenominacyjnym nie ma już miejsca na podziały o charakterze konfesyjnym. To fałszywa droga, która prowadzi do banalizacji religii i powstania zupełnie nowych form przeżywania chrześcijaństwa. Prowadząc dojrzały dialog ekumeniczny między katolikami i zielonoświątkowcami, należy koniecznie zachować własną, odrębną tożsamość konfesyjną. To jeden z poważniejszych problemów w Dlaczego?– Ponieważ świadomość teologiczna naszych katolików jest ogólnie bardzo mizerna. W Polsce treści zielonoświątkowe bardzo łatwo przenikają do wnętrza Kościoła katolickiego, ponieważ dość często katolicy po prostu nie wiedzą, czym teologia katolicka różni się od zielonoświątkowej. Spotykam bardzo wielu księży, kleryków, siostry zakonne czy ludzi świeckich, którzy twierdzą, że nie ma żadnych różnic między katolicyzmem i chrześcijaństwem zielonoświątkowym. Coraz częściej katolicy w naszym kraju uważają, że należy przede wszystkim wielbić Pana Jezusa, pomijając kwestie doktrynalne. Czy katolicyzm przetrwa w przyszłości jako odrębna forma religijna? Może zostanie wchłonięty przez globalny proces pentekostalizacji? Jak powstrzymać pentekostalizację Kościoła katolickiego na wszystkich kontynentach?KAI: Pierwsze skojarzenie z tym, jak przejawia się pentekostalizacja, to charyzmaty i ruchy charyzmatyczne, zjawiska takie jak glosolalia, spoczynek w duchu, proroctwa itd. Ksiądz Grzegorz Strzelczyk twierdzi, że nie jest to tylko kwestia czerpania z oferty wspólnot zielonoświątkowych. Te zjawiska można dostrzec także w tradycyjnej katolickiej duchowości. Jak Ksiądz to widzi?– Doceniam dwa bardzo ciekawe wywiady Katolickiej Agencji Informacyjnej z ks. Grzegorzem Strzelczykiem, które ukazały się kilka tygodni temu. Szkoda, że tak późno. Są spóźnione o kilkanaście lat. Niestety, ciągle brakuje podstawowych opracowań naukowych dotyczących nowych zjawisk życia religijnego. Stwierdzenia, które padły w tych wywiadach, wymagają rzetelnego pogłębienia filozoficznego i teologicznego. Nie możemy sobie w Polsce pozwolić na to, żeby analiza realnych problemów religijnych była prowadzona zasadniczo na blogach, Facebooku czy Twitterze. Teolodzy powinni wypracowywać rzetelne zasady, tłumaczyć wiernym, co jest prawdą a co jest fałszem, co jest dozwolone, co jest zakazane, co jest katolickie a co katolickim nie Jak rozumieć te nowe zjawiska, które przyszły do nas na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat?– Widzę ten problem inaczej niż ks. Strzelczyk. Opisałem go w wielu tekstach naukowych. Twierdzę, że nowe formy polskiej religijności katolickiej (spoczynek w duchu, upadki, hipnoza magnetyczna, furtki złego ducha, uzdrowienie międzypokoleniowe, dar śmiechu, dar łez itp.) są konsekwencją przenikania treści zielonoświątkowych do wnętrza Kościoła katolickiego. To trzecia fala rozwoju ruchu pentekostalnego i zmiana stosunku zielonoświątkowców do pobożności O jakie elementy pobożności ludowej tutaj chodzi?– Do lat 90. ubiegłego wieku, odwołując się do nauczania Marcina Lutra, chrześcijanie zielonoświątkowi krytykowali różne formy pobożności ludowej. Radykalna zmiana nastąpiła pod koniec XX stulecia. W tym czasie wspólnoty pentekostalne zaczęły akceptować różne formy naturalnej religijności afrykańskiej czy azjatyckiej. W ten sposób pojawiło się np. Toronto Blessing. Nowe metody ewangelizacji, przyjęte w tym okresie przez wspólnoty pentekostalne, wlały się wraz z tą trzecią falą także do Kościoła katolickiego w Wielu widzi w tzw. przebudzeniu charyzmatycznym nową wiosnę Kościoła. W jaki sposób nowe formy życia religijnego wpłynęły w Polsce np. na liczbę powołań kapłańskich i zakonnych?– Trudno udowodnić związek przyczynowo-skutkowy między przenikaniem religijności pentekostalnej do wspólnot katolickich a liczbą powołań kapłańskich i zakonnych. Natomiast faktem jest, że na przestrzeni ostatnich kilku lat można mówić w Polsce o dramatycznym spadku liczby powołań kapłańskich i zakonnych. To prawdziwa tragedia. W niektórych diecezjach seminaria duchowne i klasztory pustoszeją w niezwykle szybkim tempie. Niestety, czasami stosowanie niebezpiecznych technik, np. metod integracyjnych odwołujących się do ustawień rodzinnych Berta Hellingera [były duchowny katolicki, niemiecki terapeuta; na podstawie doświadczeń z Zulusami opracował kontrowersyjne metody terapeutyczne i propaguje je również w Polsce – przyp. red.], może doprowadzić do rozbicia różnych form życia seminaryjnego czy zakonnego. Z pewnością warto poddać głębszej analizie to wszystko, co dzieje się w seminariach i klasztorach w naszym kraju na przestrzeni ostatnich kilkunastu Czasem w mediach społecznościowych pojawiają się zupełnie na poważnie prezentowane wypowiedzi przedstawicieli ruchów charyzmatycznych, często księży, które brzmią absurdalnie i wbrew intencjom stają się przeszkodą w ewangelizacji, ośmieszają Kościół i religię.– To bardzo poważny problemem. Egzorcysta, który wypędza złe duchy salcesonem i kiełbasą. Ksiądz, który twierdzi, że tatuaże powodują bezpłodność. Duchowny, który rozmawia z diabłem i dostaje od niego SMS-y. Jeszcze inny ksiądz katolicki, który twierdzi, że UFO jest sprawą demonów. To kompromitacja religii. W Internecie można spotkać setki takich wypowiedzi, które oddalają od Kościoła katolickiego ludzi myślących Papież Franciszek wskazuje na decentralizację, większe znaczenie i swoistą autonomię Kościołów lokalnych. Jak Kościół w Polsce może wykorzystać swój potencjał, swoje pozytywne strony, żeby przysłużyć się Kościołowi powszechnemu, ale jednocześnie uchronić się przed problemami, które z Zachodu może jeszcze do nas nie doszły?– Uważam, że proces decentralizacji jest szansą dla Kościoła katolickiego w Polsce i w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Decentralizacja daje nam możliwość zachowania własnej specyfiki kulturowej i historycznej – także w kontekście globalnego procesu pentekostalizacji. Jaką formę religii katolickiej, w połączeniu z pewnymi elementami charyzmatycznymi, chcemy mieć nad Wisłą? To wymaga ogromnej pracy filozoficznej i teologicznej. Przed nami wielkie wyzwanie intelektualne. Natomiast rzecz najpoważniejsza, przed którą trzeba się strzec za wszelką cenę, to różne formy Jak jej przeciwdziałać?– Przede wszystkim trzeba jasno przeciwstawiać się różnym formom wprowadzania ludzi w tzw. odmienne stany Szczególnie, jeśli to dotyczy dzieci…– Absolutnie tak. Niestety, wiele niebezpiecznych praktyk wymknęło się nam spod kontroli. W marcu 2016 r. media ogólnopolskie informowały o rekolekcjach szkolnych w Lesznie. Wzięło w nich udział ok. 700 dzieci. W trakcie nabożeństw niektóre osoby padały na ziemię, trzęsły się, krzyczały. Tym niebezpiecznym praktykom religijnym towarzyszyli księża i nauczyciele. Do dzisiaj nie spotkałem żadnej publicznej oceny, wyrażonej z perspektywy teologii katolickiej, która zwracałaby uwagę na niewłaściwą formę rekolekcji wielkopostnych w Lesznie. Wprost przeciwnie – w wielu wypowiedziach podkreślano katolicki charakter tego rodzaju nabożeństw. Nowe formy religijności zielonoświątkowej są już stałym elementem naszej polskiej pobożności katolickiej. Rekolekcje podobne do tych w Lesznie organizuje się w setkach polskich szkół i Z tymi nowymi treściami można się zetknąć we wspólnotach, czasem w szkole, w Internecie. Gdzie jeszcze trzeba na nie uważać?– Bardzo poważnym problemem jest przenikanie tych nowych treści i metod do bardzo intymnej sfery, jaką jest spowiedź indywidualna. Często penitenci nie chcą mówić o tym, co słyszą od swoich spowiedników, ponieważ nie wiedzą, czy mają do tego prawo, bo są fałszywie przekonani, że obowiązuje ich tajemnica spowiedzi. To nieprawda. Tajemnica spowiedzi obowiązuje spowiednika, a nie penitenta. Jako penitenci jesteśmy zobowiązani jedynie do tego, by utrzymać w tajemnicy to, co usłyszeliśmy przez przypadek ze spowiedzi innych osób. To, co penitentom mówią niektórzy spowiednicy zarażeni treściami zielonoświątkowymi, jest często szokujące i szkodliwe. Niektórzy z nich sugerują penitentom np. opętanie, dręczenie demoniczne, dziedziczenie grzechów przodków, furtki złego ducha A czy Ksiądz brał kiedyś udział w spotkaniach charyzmatycznych?– Oczywiście. W czasie studiów byłem związany z ruchem oazowym oraz z Odnową w Duchu Świętym. W 1991 r., wraz z grupą moich znajomych, brałem udział w tworzeniu pewnej nowej wspólnoty o charakterze ewangelizacyjnym. W 1992 r. zorganizowano dla tej grupy rekolekcje wakacyjne. W trakcie jednego z nabożeństw pojawiły się dziwne zjawiska: utrata przytomności, trans, histeria, szloch, krzyki itp. To wzbudziło we mnie ogromne zdziwienie. Nie wiedziałem, co się stało. Nie rozumiałem Dlaczego?– Ponieważ dopiero po wielu latach odkryłem, że podczas tych rekolekcji zastosowano nowe praktyki zielonoświątkowe, które zaczęły powoli przenikać do Polski po transformacji ustrojowej 1989 r. Moje obecne badania naukowe globalnego procesu pentekostalizacji, prowadzone na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat, wyrastają w dużym stopniu z osobistych przeżyć i doświadczeń – także tych sprzed prawie 30 Ksiądz jako jedyny w Polsce zajmuje się naukowo zjawiskiem pentekostalizacji chrześcijaństwa. Czy dochodzą do Księdza jakieś informacje zwrotne, merytoryczne komentarze do wyników badań prezentowanych w publikacjach?– Zajmuję się od kilkunastu lat analizą globalnego procesu pentekostalizacji, z którym łączy się występowanie w Polsce i na świecie różnego rodzaju nowych zjawisk religijnych. Interesuje mnie przede wszystkim perspektywa antropologiczna i etyczna tych fenomenów. Moje badania nie mają charakteru teologicznego czy biblijnego, ale filozoficzny. Od początku w moich tekstach naukowych zwracałem uwagę na to, że coś niedobrego zaczyna dziać się z katolicką religijnością w naszym kraju. W rzetelnej dyskusji filozoficznej czy teologicznej decydującą rolę odgrywają opracowania naukowe. Niestety, do dzisiaj nie został opublikowany w języku polskim żaden artykuł naukowy, który stanowiłby rozsądną i wyważoną formę polemiki z moimi Dlaczego?– Ta cisza jest niewytłumaczalna racjonalnie. Trudno ją zrozumieć. W sposób bardzo merytoryczny odniósł się do moich badań jedynie bp prof. Andrzej Czaja w swoim referacie pt. „Problem pentekostalizacji chrześcijaństwa”. Wygłosił go ubiegłym roku na Jasnej Górze podczas XXVI Sympozjum dla księży rekolekcjonistów, ojców duchownych i spowiedników kapłańskich. Warto dodać, że bp Czaja jest przewodniczącym Komisji Nauki Wiary Konferencji Episkopatu Gdzie ukazały się Księdza artykuły naukowe na temat pentekostalizacji?– Ogłoszono je w siedmiu językach w poważnych czasopismach naukowych w Europie, w Ameryce Północnej i Południowej. Opracowania w języku polskim ukazały się na łamach trzech czasopism naukowych. W każdym przypadku, przed dopuszczeniem do druku, moje teksty były recenzowane w poszczególnych krajach przynajmniej przez dwóch bądź trzech niezależnych Natknąłem się na pewnym portalu na tekst ks. prof. Leszka Misiarczyka, w którym starał on się polemizować z niektórymi Księdza tezami.– W tekście tym, pt. „Czy Kościołowi katolickiemu w Polsce rzeczywiście grozi pentekostalizacja?” (opublikowanym na portalu w 2015 r.) jest wiele złych emocji i trudno mi go komentować. Ponadto obydwaj jesteśmy duchownymi tej samej diecezji, dlatego nie chcę eskalować naszego poważnego sporu doktrynalnego. Czekam na rzetelną odpowiedź naukową na łamach poważnego pisma krajowego lub zagranicznego. Wypowiedzi bp. prof. Andrzeja Czai i ks. prof. Leszka Misiarczyka prezentują dwie skrajnie odmienne oceny zjawiska pentekostalizacji. Nie chciałbym też komentować niektórych opinii krytycznych pod moim adresem, zamieszczonych na blogach, Twitterze czy Facebooku. Zdumiewa banalność i powierzchowność tych Czego możemy się spodziewać w najbliższych dziesięcioleciach, gdy chodzi o przyszłość Kościoła katolickiego?– Nie ulega wątpliwości, że obecnie jesteśmy świadkami głębokiej rewolucji w naszym Kościele. Trudno powiedzieć, w jakich krajach katolicyzm przetrwa jako odrębna forma religijna. Nie wiadomo, jak w dłuższej perspektywie – w niektórych regionach świata – będzie funkcjonować połączenie katolicyzmu z religijnością zielonoświątkową. W tym kontekście warto przypomnieć mocne i prorocze słowa, jakie papież Paweł VI skierował kilka miesięcy przed swoją śmiercią do jednego z najbardziej znanych uczniów Henriego Bergsona, francuskiego filozofa i teologa katolickiego Jeana Guittona: „Wewnątrz katolicyzmu zdaje się czasami dominować rodzaj myślenia niekatolickiego i może się stać, że to myślenie niekatolickie w obrębie katolicyzmu stanie się w przyszłości najsilniejsze. Ale ono nie będzie nigdy wyrażać myślenia Kościoła. Potrzeba, aby trwała mała trzódka, niezależnie od tego, jak mała ona będzie”.***Ks. Andrzej Kobyliński (ur. 12 listopada 1965) – filozof, etyk, doktor habilitowany nauk humanistycznych w dyscyplinie filozofia, pracownik Instytutu Filozofii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Jego artykuły naukowe dotyczące zjawiska pentekostalizacji ukazały się w następujących pismach zagranicznych: „Chicago Studies”, „Forum Katholische Theologie”, „Rivista Teologica di Lugano”, „Revista Teológica Limense”, „Studia Aloisiana”, „Obnovljeni Život”.Drogi Czytelniku,cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie! Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz prosimy Cię o wsparcie portalu za pośrednictwem serwisu Patronite. Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wraz z prawosławiem i katolicyzmem protestantyzm jest jedną z trzech historycznych gałęzi wiary chrześcijańskiej. Przykładem jest pentekostalizm , ruch wywodzący się z tradycji protestanckiej XX wieku, który uważa mówienie językami za pierwszy dowód chrztu w Duchu Świętym po nawróceniu.
Różnica między chrześcijaństwem a katolicyzmem - Życie Zawartość: Chrześcijaństwo a katolicyzm Co to jest chrześcijaństwo?Co to jest katolicyzm?Jaka jest różnica między chrześcijaństwem a katolicyzmem? Chrześcijaństwo a katolicyzm Jako gałęzie jednej z głównych religii świata znajomość różnicy między chrześcijaństwem a katolicyzmem może być pomocna w lepszym zrozumieniu religii. Chrześcijaństwo to religia, która wierzy w Jezusa Chrystusa i jego nauki. Katolicyzm to gałąź chrześcijaństwa. Inne podziały chrześcijaństwa to kościoły protestanckie i prawosławne. Powszechnie wiadomo, że katolicyzm to gałąź chrześcijaństwa. Jeśli chodzi o ich rozumienie religijne, chrześcijaństwo i katolicyzm mają wiele wspólnych cech. Oni, chrześcijaństwo i katolicyzm, również wykazują między sobą pewne różnice w kilku innych koncepcjach. W definicji słownik oksfordzki mówi, że chrześcijaństwo to „religia oparta na osobie i naukach Jezusa Chrystusa lub jego wierzeniach i praktykach”. Katolicyzm definiuje się jako „wiarę, praktykę i porządek kościelny Kościoła rzymskokatolickiego”. Dla waszej informacji, Kościół rzymskokatolicki jest „tą częścią Kościoła chrześcijańskiego, która uznaje Papieża za swojego zwierzchnika, zwłaszcza tak, jak rozwinął się od czasów reformacji”. Co to jest chrześcijaństwo?Szczególnie chrześcijaństwo protestantyzm przyjmuje tylko dwa sakramenty, mianowicie chrzest i Eucharystię. Protestanci nie wierzą w proszenie świętych o modlitwę, ponieważ są przekonani, że tylko Chrystus może wstawiać się u Boga. Protestanci wśród chrześcijan nie akceptują księży i ​​biskupów, ale mają diakonów. Większość kościołów chrześcijańskich charakteryzuje się obecnością pastorów. Przeciwnie, chrześcijanie protestanccy uważają, że Maryja była całkowicie ludzka, a zatem nie była święta. Protestanci wśród chrześcijan nie akceptują koncepcji oczyszczenia. Mówią, że każda dusza w tej sprawie poszłaby do nieba lub piekła po śmierci człowieka. Chrześcijanie protestanccy nie akceptują Papieża jako duchowego przywódcy kościoła. Protestanci chrześcijaństwa nie wierzą, że Papież jest nieomylny. Każdy ochrzczony może przyjąć Komunię Świętą według protestanckich to jest katolicyzm?Katolicyzm wierzy w siedem sakramentów, a mianowicie: chrzest, Eucharystię, bierzmowanie, małżeństwo, święcenia kapłańskie, pojednanie i namaszczenie chorych. Katolicyzm uważa, że ​​tylko z woli Chrystusa istnieją trzy rodzaje duchownych w kościele. Są biskupami, kapłanami i diakonami. Katolicyzm mówi, że świętym można obdarzyć cześć i szacunek w zależności od ich wierności Chrystusowi. W rzeczywistości nie modlą się do świętych, a wręcz przeciwnie, proszą świętych, aby błogosławili ich i modlili się za nich. Największą świętą dla katolików jest Maryja. Maryja jest matką Jezusa. Katolicyzm wierzy, że Maryja była święta. Katolicy zatem zakładają, że Maria została zaprowadzona do nieba zaraz po jej śmierci, podczas gdy protestanci uważają, że ciało Marii zostało nie jest miejscem, ale doświadczeniem według katolicyzmu. Według katolików duchowym przywódcą kościoła jest Biskup Rzymu, czyli Papież. Katolicyzm wierzy, że Papież jest nieomylny. Wreszcie, katolicyzm wierzy w umożliwienie niekatolikom przyjmowania Komunii Świętej.• Katolicyzm wierzy w siedem sakramentów. Szczególnie chrześcijaństwo protestantyzm przyjmuje tylko dwa sakramenty.• W rzeczywistości katolicyzm nie modli się do świętych, a wręcz przeciwnie, prosi świętych o błogosławieństwo i modlitwę za nich. • W przypadku katolicyzmu Papież jest duchowym przywódcą kościoła. Tak nie jest w przypadku chrześcijaństwa.• Katolicyzm akceptuje Maryję jako świętą i świętą. Chrześcijaństwo nie uznaje Maryi za czytanie:Różnica między chrześcijaństwem a hinduizmemRóżnica między chrześcijaństwem a judaizmemRóżnica między chrześcijaństwem a sikhizmem
19/03/2008, 17:03. Związek między islamem, chrześcijaństwem i judaizmem polega na tym, że jakieś 14 wieków temu pewien rabin próbował wytłumaczyć Mahometowi,na czym polega chrześcijaństwo. To, co z tego "głuchego telefonu" zrozumiał Mahomet to właśnie jest islam. A teraz poważnie: Przegląd książek religijnych || Prezentujemy książkę amerykańskiego biskupa, Roberta Barrona, o dyskursie pomiędzy katolicyzmem a postliberalizmem. Chrześcijanie od dawna próbują przełamać przepaść między chrześcijaństwem a świeckim liberalizmem za pomocą filozofowania i teologizacji. W książce Po pierwsze Chrystus bp Robert Barron pokazuje, że odpowiedź na tę debatę – i sposób, aby iść naprzód – leży w Jezusie Chrystusie. Barron wykracza poza zwykłe liberalne, konserwatywne lub protestancko-katolickie podziały z postliberalnym katolicyzmem, kładąc na nacisk na narrację ewangeliczną. Robert Barron to rzymskokatolicki amerykański duchowny, biskup pomocniczy archidiecezji Los Angeles. Jest uznanym teologiem, mówcą i autorem wielu książek. Założył katolicką wspólnotę Word on Fire, która wykorzystując narzędzia nowych mediów, dociera do milionów ludzi, aby przyciągnąć ich do wiary katolickiej. „Dla chrześcijan ważne jest, aby zrozumieć implikacje tezy Barrona: «Z jednej strony nowożytność i dekadenckie chrześcijaństwo są wrogami, z drugiej jednak łączy je głęboka więź, która pozwala im przeglądać się w sobie nawzajem». Wychodząc poza «dekadenckie chrześcijaństwo», które pobłądziło, szukając punktów wyjścia w epistemologicznych i metafizycznych ślepych zaułkach charakterystycznych dla nowożytności, Barron umiejętnie łączy motywy tomistyczne i Balthasarowskie w solidną krótką summę, która traktuje o Jezusie Chrystusie, Trójcy, porządku stworzenia i etyce chrześcijańskiej. Czytelnicy poszukujący duchowej i intelektualnej odnowy znajdą w tej bardzo potrzebnej książce inspirację” – pisze o książce teolog Matthew Levering. Publikacja, wydana przez Fundację Prodoteo, jest dostępna w księgarni internetowej Contra Gentiles. Fragment książki Po pierwsze Chrystus. W kierunku postliberalnego katolicyzmu Babcia, Niezgoda i Ten, który wytrąca z równowagi Dzieło Flannery O’Connor, krótkie opowiadanie Trudno o dobrego człowieka, koncentruje się na śmiertelnym pojedynku powierzchownie pobożnej i samolubnej starszej pani oraz Niezgody – brutalnego mordercy i skazańca uciekiniera. Strach babci przed Niezgodą zostaje opisany już w pierwszym akapicie. Kiedy rodzina przygotowuje się do podróży samochodem na Florydę, babcia przypomina o czyhającym po drodze niebezpieczeństwie: „Ten bandyta, co się przezwał Niezgodą, uciekł z więzienia federalnego i zmierza w kierunku Florydy. Przeczytaj, co wyprawia z ludźmi […]. Ja bym nie wiozła dzieci w okolicę, gdzie grasuje taki zbrodniarz”. Powyższe stwierdzenie ujawnia lęk kobiety, odkrywając jednocześnie jej charakter. W trakcie lektury czytelnik przekonuje się, że jest apodyktyczna, zarozumiała i wciąż zamartwia się, że ludzie wokół nie spełniają jej wysokich moralnych oczekiwań. Dziwaczne zbiegi okoliczności, opisane przez O’Connor z typową dla niej mieszanką ironii i czarnego humoru, prowadzą do spotkania babci i jej rodziny z Niezgodą. Kiedy starsza pani wykrzykuje: „Pan jest Niezgoda! Poznałam pana od razu”, okazuje się, że przestępca jest równie przestraszony nią, co ona nim, a historia szybko osiąga punkt kulminacyjny. Podczas gdy ludzie Niezgody prowadzą kolejnych członków rodziny do lasu na egzekucję, on sam daje się wciągnąć w niezręczną debatę teologiczną z babcią: „Gdyby się pan modlił, Jezus by panu pomógł. Więc dlaczego pan się nie modli?”. Niezgoda odpowiada: „Bo nie chcę żadnej pomocy. Sam sobie radzę doskonale”. Dowiadujemy się z tej krótkiej wymiany zdań, że zarówno Niezgoda, jak i starsza pani, pomimo ogromnych powierzchownych różnic, tkwią w podobnej duchowej przestrzeni, ponieważ każde z nich jest przekonane o swej samowystarczalności. Kiedy dochodzące z lasu strzały wskazują na to, że jej rodzina jest właśnie mordowana, babcia zaczyna mamrotać: „Jezu, Jezu”. Niezgoda podejmuje wątek: „Tak, proszę pani. [...] Jezus wszystko wytrącił z równowagi. Jeżeli naprawdę tak postępował, jak nauczał, to nie ma człowiek nic innego do zrobienia, tylko rzucić wszystko i pójść za Nim, a jeżeli nie, to nie ma nic innego do zrobienia, tylko bawić się jak najlepiej przez ten krótki czas, jaki nam został, robić, co dusza zapragnie, czy zabić kogoś, czy podpalić komuś dom, czy wyrządzić mu inne świństwo. Nie ma większej przyjemności niż robienie świństw”. Chociaż to starsza pani wzywa imię Boga w akcie desperackiej pobożności, jest jasne, że to Niezgoda odznacza się bardziej dociekliwym i teologicznie głębszym zrozumieniem Jezusa. Wie, że Chrystus zmusza do dokonania wyboru, stawiając nas przez swoje słowa i działania przed znanym od Kierkegaarda albo-albo – Jezus jest albo wszystkim, albo nikim, albo ofiarowujemy Mu całe swoje życie, albo popadamy w najgorszy rodzaj egoizmu. Kiedy babcia mówi w oszołomieniu: „Może On wcale nie wskrzeszał zmarłych”, Niezgoda reaguje gorączkowo: „Nie byłem przy tym, więc nie mogę przysiąc, czy tego nie robił. Żałuję, że nie byłem przy tym. To niesprawiedliwe, że nie byłem. Bo wiedziałbym na pewno i […] nie byłbym taki, jaki jestem”. O’Connor wyjaśniała, że jej historie skupiają się na „często odrzucanej ofercie łaski” i jest to właśnie opis jednego z takich momentów. Coś pęka w Niezgodzie pod wpływem okropnych czynów, jakich się dopuszczał, oraz głębokiego zrozumienia Jezusa. Ten, kto przed chwilą deklarował swoją duchową samowystarczalność, deklaruje teraz potrzebę łaski. Dokładnie w tej samej chwili również w babci dochodzi do przemiany: „Widziała tuż przy swojej twarzy jego twarz wykrzywioną grymasem, jakby Niezgoda miał lada chwila się rozpłakać, i szepnęła: »Ależ ty jesteś jednym z moich maleństw. Jednym z moich rodzonych dzieci...«”. Długo obawiała się Niezgody, a jej lęk okazał się uzasadniony, stwierdza jednak, że łączą ich najbliższe więzy, że stanowią jedną duchową rodzinę. Oboje, pomimo przerażenia sobą nawzajem, są grzesznikami potrzebującymi łaski. Poczucie bliskości sprawia, że starsza pani dotyka ramienia Niezgody, który odskakuje niczym ugryziony przez węża i strzela kobiecie trzy razy w pierś. Babcia leży martwa w rowie, z uśmiechem na twarzy skierowanej ku niebu, a zabójca przeciera okulary. Wspólnik Niezgody wychodzi z lasu i wykrzykuje podekscytowany tym, co właśnie zrobił: „Ale zabawa!”. Niezgoda ostro odpowiada: „Nie mów głupstw, Bobby Lee. Nic już człowieka naprawdę nie bawi”. Ta pozornie niepozostawiająca nadziei uwaga kończy całą opowieść. O’Connor mówiła o swoich historiach, że są to komedie, ale czy można zaklasyfikować do tej kategorii Trudno o dobrego człowieka? Przypomnijmy sobie słowa Niezgody, że wybór istnieje między totalnym oddaniem życia Jezusowi a odnajdywaniem największej przyjemności w aktach przemocy. A jednak Niezgoda nie odczuwa radości po krwawej orgii, ekscytującej dla Bobby’ego Lee. Czy odrzucenie jednej z możliwości nie sygnalizuje przynajmniej otwarcia się na nawrócenie? Czy przecieranie okularów nie wskazuje na to, że Niezgoda zaczął widzieć rzeczywistość w nowy sposób? Oczywiście nie otrzymamy jednoznacznych odpowiedzi na powyższe pytania, ale na koniec historii wydaje się, że łaska została ponownie zaofiarowana. Rozmowa o Jezusie przemieniła pretensjonalną zarozumiałość babci w coś, co można nazwać prawdziwym współczuciem, i prawdopodobnie doprowadziła Niezgodę do skruchy niezbędnej do przeżycia metanoi. Ta niepokojąca i dziwna historia stanowi wyjątkowo udaną metaforę związku nowożytności z późnośredniowieczną formą chrześcijaństwa, która stała u jej podstaw. Chociaż nowożytny liberalizm i późnośredniowieczne chrześcijaństwo długo spoglądały na siebie z głęboką podejrzliwością, to w rzeczywistości bliscy krewniacy. Chrześcijaństwo w pewnym sensie jest rodzicem liberalizmu („Jesteś moim dzieckiem!”). Oba potrzebują zbawienia ze strony Tego, do którego w różnym stopniu się odnoszą: Jezusa Chrystusa, czyli Tego, który wytrąca z równowagi. Nie proponuję w tej książce ani nowoczesnej formy chrześcijaństwa, ani chrześcijańskiego ataku na współczesność, ale raczej chrześcijaństwo ponowoczesne czy też postliberalne, a więc spojrzenie na Boga i świat rodzące się z nieustannie zaskakującego wydarzenia Jezusa Chrystusa, które wykracza poza przekonania zarówno współczesności, jak i tradycyjnie rozumianego chrześcijaństwa. Czytaj też:Przegląd religijny: "Msza Wszech Czasów" abp. Marcela Lefebvre'aCzytaj też:Przegląd religijny: "Ateista, którego nie było, albo straszne konsekwencje złych argumentów" Jaka jest różnica między katolikiem a prezbiterianinem? Główna różnica między prezbiterianami a katolikami polega na tym, że prezbiterianizm należy do reformowanej tradycji protestantyzmu. Natomiast katolicyzm to metodologia chrześcijańska, gdzie katolicyzm obejmuje Kościół rzymskokatolicki. Jeśli komuś się wydaje, że podział między zwolennikami i przeciwnikami ideologii LGBTQ+* (względnie postulatów tych środowisk) biegnie w sposób jasny i zrozumiały między chrześcijaństwem lub tradycyjnymi religiami a światem świeckim, ewentualnie między Kościołem katolickim a resztą świata, to tylko mu się wydaje. Granice te bowiem biegną w sposób o wiele bardziej skomplikowany nie tyle między światem świeckim a religijnym i nawet nie między postępowym protestantyzmem głównego nurtu a katolicyzmem, prawosławiem i chrześcijanami ewangelikalnymi, ale między poszczególnymi teologami, hierarchami, pastorami, a nawet wspólnotami i wiernymi. Wspólnota biblijnego rozumienia moralności małżeńskiej i seksualnej, która mimo wszystkich różnic łączyła jeszcze na początku XX wieku chrześcijan wszystkich niemal wyznań (wyjątkiem był stosunek do rozwodów), rozpadła się i w tej chwili chrześcijanie wyznają najrozmaitsze poglądy moralne w kluczowych kwestiach. Proces ten zaczął się już na początku XX wieku od akceptacji pewnych form eugeniki przez znaczącą liczbę duchownych protestanckich, później przeszedł w falę stopniowego odrzucania moralności zawartej w Biblii przez kolejne wyznania protestanckie, ale także przez znaczącą liczbę teologów, a nawet hierarchów katolickich, a obecnie osiągnął fazę, w której nie tylko kwestie moralne dzielą chrześcijan o wiele bardziej niż niegdyś doktrynalne, ale także obie strony są sobie obce nie tylko w kwestiach moralnych, lecz – szerzej – w kwestii rozumienia fundamentów doktryny chrześcijańskiej. Parafialny coming out W Polsce jest to jeszcze niemal niewidoczne, ale wystarczy przekroczyć nasze zachodnie lub północne granice, żeby zobaczyć ten spór w całej okazałości. Kościół katolicki w Niemczech właśnie rozpoczyna proces synodalny, którego celem jest rewizja nie tylko kwestii celibatu, ale także nauczania moralnego, szczególnie tego odnoszącego się do rozwodów, seksu pozamałżeńskiego, akceptacji relacji homoseksualnych oraz (choć o tym jeszcze nie mówi się wprost) być może akceptacji aktu błogosławieństwa par jednopłciowych. I choć nie brak głosów krytycznych wobec tych pomysłów, także wśród najważniejszych tam teologów i hierarchów, to wiele wskazuje na to, że większość z zaplanowanych zmian zostanie przegłosowana. Jedynym problemem zostanie wówczas przekonanie do zmian Rzymu, który na razie milczy, choć poszczególni watykańscy hierarchowie krytykują pomysły Niemców. Jeśli nic się nie zmieni, to za jakiś czas po drugiej stronie Odry będziemy mieli Kościół radykalnie inny niż ten po tej stronie. A i on będzie podzielony wewnętrznie, bo są w Niemczech diecezje, które proponowanych zmian nie przyjmują i przyjmować nie zamierzają. Ten proces podziału, by nie powiedzieć wprost: rozpadu jedności doktryny i dyscypliny, widać już teraz. Istnieją niemieckie diecezje, gdzie kilka lat temu dopuszczono osoby w związkach homoseksualnych do komunii, a teraz dyskutuje się nad koniecznością wprowadzenia specjalnego rytu błogosławienia takich par. – Trzeba przygotować teologicznie uzasadnioną ceremonię błogosławienia związków, które nie mogą uzyskać małżeństwa w Kościele – oznajmił dwa lata temu ks. Johannes zu Eltz, dziekan we Frankfurcie i jeden z wyższych urzędników diecezji Limburgh. Pary, które chciałyby otrzymać takie błogosławieństwo, musiałyby spełniać określone kryteria, na przykład zarejestrować związek w urzędzie, a same obrzędy musiałyby się różnić od ślubnych. Duchowny sugeruje, że nie powinny one zawierać wymiany obrączek czy przysięgi. Obrządek miałby być prośbą o to, by Bóg pobłogosławił związkowi, który już istnieje. A jego sprawowanie miałoby zaspokajać „prymitywne pragnienie zbawienia, ochrony, szczęścia i spełnienia ludzkiego życia, która wiąże się z prośbą o błogosławieństwo". W innych diecezjach biskupi zdecydowanie i jednoznacznie odrzucają taką możliwość i przypominają opartą na Piśmie Świętym i tradycji Kościoła doktrynę w tej kwestii. Jeszcze lepiej widać to w Stanach Zjednoczonych. Tam podzielone w tej kwestii są wszystkie wspólnoty wyznaniowe. Z jednej strony na wielu frontonach zborów reformowanych, luterańskich, baptystycznych, a nawet parafii katolickich zobaczyć można wielkie tęczowe flagi, które mają świadczyć o tym, że w miejscach tych z tolerancją i akceptacją wita się osoby homo, bi, transseksualne, a z drugiej nie brak miejsc, w których potępienia aktów homoseksualnych czy określanie takich osób mianem sodomitów, którzy ściągają na siebie gniew Boży, jest czymś absolutnie oczywistym. I żeby nie było wątpliwości, bywa też tak, że jedne i drugie zbory czy parafie należą do tego samego wyznania, a ich duchowni czy pastorzy kończyli te same seminaria. Episkopat Stanów Zjednoczonych też dzieli się w tej kwestii na dwie części. Z jednej strony jest abp Charles Chaput, który jasno i jednoznacznie potępia jakiekolwiek zmiany w doktrynie i uważa je za zdradę. Z drugiej – jezuita o. James Martin i cała grupa jego sympatyków (z kard. Blaisem Cupichem), którzy głoszą konieczność szybkiej zmiany zapisów Katechizmu Kościoła katolickiego, czyli języka, jakim wyrażana jest moralna ocena aktów homoseksualnych. O co chodzi? O to, by katechizmowe określenie „obiektywnie nieuporządkowana", które odnosi się do „skłonności homoseksualnej", jako „niepotrzebnie raniące" zastąpić terminem „odmiennie uporządkowana". W innym miejscu zaś przekonywał, że duchowni homoseksualiści powinni zacząć masowo ujawniać swoją skłonność i dokonywać coming outów wobec swoich parafian. – To mogłoby pokazać katolikom w kościelnych ławkach, jak wyglądają geje, a także, że żyją oni w czystości i uczciwości. Wielką ironią jest fakt, że oni żyją tak, jak tego Kościół wymaga od osób LGBT – w czystości i celibacie – i nie wolno im o tym mówić. Oni wykonują świetną robotę, ale pozostają ukryci , jakby ich nie było – mówił jezuita. Warto dodać, że choć słowa te pozostają w sprzeczności z oficjalnym nauczaniem Kościoła, to o. Martin nigdy nie poniósł konsekwencji, cieszy się poparciem i sympatią samego Franciszka i świetnie funkcjonuje wewnątrz Kościoła. Doskonale pokazuje to, jak bardzo podzielony także w tej kwestii jest katolicyzm i jak poglądy o. Martina uważane są przez część kościelnego mainstreamu za normę, a nie odstępstwo. Jeszcze głębiej te podziały dotykają protestantyzmu. Tam mamy zbory, które nie akceptują żadnego grzechu homoseksualnego i go potępiają, których kaznodzieje czy przełożeni grzmią nie tylko o „homoseksualnej zarazie", ale nawet o tym, że grzech sodomski ściągnie na ludzkość straszliwe kary, i takie, które (niekiedy w ramach tego samego wyznania) ordynują homoseksualistów, transseksualistów po operacji zmiany płci, oferują obrządki małżeństwa parom gejowskim, a nawet wprowadziły parasakramentalną procedurę pobłogosławienia zmiany płci. Kłopot z listą grzechów Jedna i druga strona powołuje się na Pismo Święte i nauczanie Jezusa Chrystusa. Jedni cytują obficie potępienia aktów homoseksualnych ze Starego Testamentu i listów św. Pawła, inni próbują całkowicie zreinterpretować ich rozumienie i dowodzą, że fragmenty te odnosiły się do rytualnej homoseksualnej prostytucji lub gwałtów, a nie do współczesnych relacji homoseksualnych, dodając, że sam Jezus nic o homoseksualizmie nie mówił. Jedni cytują całą wielką tradycję Ojców Kościoła, średniowiecznych nauczycieli i mistrzów reformacji, którzy do homoseksualizmu mieli stosunek jednoznacznie negatywny, a drudzy przekonują, że wynikał on z uwarunkowania kulturowego, niezrozumienia natury ludzkiej, i dodają, że w istocie w przekazie Ewangelii liczy się jedynie przykazanie miłości. Nie będę ukrywał, że w sporze tym jestem po jednej ze stron, że bliższa mi jest teologia tradycyjna i klasyczna, ale jednocześnie nie można udawać, że obie strony nie mają swoich, słabszych lub mocniejszych uzasadnień i że tylko jedna z nich ma wszystkie argumenty w ręku. Nie ulega na przykład wątpliwości, że św. Paweł, potępiając mężów współżyjących ze sobą, wpisał grzech aktów homoseksualnych w szerszą listę grzechów, w której odnaleźć się może niemal każdy. „Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwiąźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego" – pisze apostoł, a jego słowa zmierzają do przypomnienia, że wszyscy ci grzesznicy mają być oczyszczeni przez łaskę Chrystusa. Oczywiście, problemem dla strony liberalnej pozostaje już samo to, że mężczyźni współżyjący ze sobą są wymienieni na równi ze złodziejami, ale konserwatyści muszą z kolei przełknąć, że homoseksualizm jest tu takim samym grzechem jak rozpusta, niesprawiedliwość czy zdzierstwo (o oszczerstwach nie wspominając). Istotą sporu nie jest jednak to, jak rozumieć Pismo Święte czy jak interpretować poszczególne fragmenty, ale to, na ile Tradycja, klasyczne rozumienie Pisma Świętego, nauczanie Ojców w wierze pozostają autorytatywne. Jedna ze stron uznaje, że choć czasy się zmieniają, a my lepiej i głębiej rozumiemy Pismo Święte czy naturę ludzką, to pewne normy prawne, moralne i obyczajowe pozostają niezmienne. Jeśli Kościół – prowadzony przez Ducha Świętego – przez wieki głosił, że jakieś działanie, jakiś akt jest niemoralny, grzeszny, zły, to nie ma możliwości, by uznać, że jest on dobry. Duch Boży, nawet jeśli Kościół nie w pełni rozumiał jego wolę, prowadzi chrześcijan nieomylnie. Protestanccy konserwatyści ujmą to nieco inaczej i podkreślą, że Słowo Boże zawarte w Biblii jest nieomylne, i to do niego musi dostosować się świat, a nie ono do świata. Liberalni, postępowi chrześcijanie przekonują, że doktryna musi się rozwijać, a głębsze rozumienie świata i Ewangelii czy odkrycia naukowe mogą nas doprowadzić do rewizji dotychczasowego nauczania. I choć na pierwszy rzut oka oznacza to, że Kościół traci atrybut nieomylności, to zdaniem zwolenników tej tezy nic takiego się nie dzieje, bo w istocie atrybut ten odnosi się jedynie do rzeczy niezbędnych do zbawienia, a nie do samej moralności. W tym ujęciu Kościół rozwija się wraz ze światem i musi odpowiadać na jego wyzwania. Duch Boży przemawia do nas przez ducha świata. Liberalni protestanci (szczególnie część luteran) uzupełnią ten obraz stwierdzeniem, że istotą Ewangelii jest Dobra Nowina o łasce i Krzyżu, o Bożej miłości, i to ona jest niezmienna. Wszystko lub niemal wszystko inne podlega rewizji w świetle właśnie teologii krzyża. Istotną różnicą między oboma stronami sporu jest także rozumienie człowieczeństwa, antropologia. Jedna ze stron opowiada się zdecydowanie po stronie klasycznego rozumienia człowieka, zakorzenionego w Biblii, w dualizmie płciowym, druga chętniej oddaje pierwszeństwo nauce, a szczególnie naukom społecznym. Uwaga na schizmę Obie strony tego także wewnątrzchrześcijańskiego sporu są na tyle mocne, że nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie miał się on rozstrzygnąć. Jedna z nich cieszy się bowiem autorytetem wieków, nauczaniem Ojców w wierze i przywiązaniem do tradycyjnej antropologii, drugą zaś nie tylko wspiera wielki biznes, ale także otwiera ona nowe perspektywy przed teologią innych religii, rozumieniem dialogu ze światem, jest lepiej powiązana ze współczesnymi nurtami filozofii, a to oznacza, że niekiedy trafniej diagnozuje realne bolączki współczesności. Co to oznacza dla nas? Po pierwsze, że musimy nauczyć się żyć w takich podzielonych wspólnotach kościelnych. Protestanci powołują niekiedy osobne wspólnoty, by odłączyć się od braci liberałów czy braci konserwatystów, dla katolika jednak schizma zawsze pozostaje złem. Jakby tego było mało, konserwatywni katolicy powinni się wsłuchać w słowa papieża Franciszka, który przestrzegał kilkanaście dni temu, że czasem przesadny rygoryzm i przywiązanie do przeszłości prowadzą wspólnoty schizmatyckie do odejścia od fundamentów doktryny... Po drugie, oznacza to, że z perspektywy teologii i filozofii czeka nas kolejna debata nad rozumieniem człowieczeństwa, nad tym, jak zmieniają je współczesne nauki, a także nad tym, na ile duch świata czy – ujmując rzecz ostrożniej – współczesne myślenie może wpływać na rewizję utrwalonych elementów doktryny. Jesteśmy wciąż na początku tej dyskusji i nic nie wskazuje, by miała się ona szybko skończyć. *LGBTQ+ – skrótowiec odnoszący się do lesbijek, gejów, osób biseksualnych, transpłciowych, niepewnych swojej orientacji seksualnej lub jej poszukujących. Jaka jest różnica pomiędzy prawosławiem a katolicyzmem? 2014-03-06 14:48:47; Jakie są różnice między prawosławiem a luteranizmem? 2011-01-10 18:16:07; Jakie są różnice między chrześcijaństwem a prawosławiem? 2013-04-18 18:59:14; Jakie są różnice między Islamem a katolicyzmem 2013-01-22 18:06:40
Chrześcijanie i muzułmanie (I) Czy różnice między nami w ogóle mają sens? Pytanie to gra na dwóch możliwych znaczeniach słowa «sens». Przyjrzyjmy się więc nieco bliżej różnicy jako znakowi oraz różnicy jako drodze. W przypadku różnicy postrzeganej jako «znak» można w niej widzieć także odpowiednik słowa «znaczenie». W takim razie różnicom między chrześcijanami a muzułmanami przypisywalibyśmy funkcję niemal sakramentalną, sytuującą owe różnice w odniesieniu do rzeczywistości rozleglejszej i bardziej sekretnej (każdy nosi w sobie tęsknotę za tą więzią); rzeczywistości przeczuwanej, ale niedostępnej w obrębie horyzontu naszych zmysłów, chyba że w stanie cząstkowym — tak jak ręka i głowa sterczące nad murem najpierw są postrzegane jako byty osobne, a dopiero pojawienie się człowieka przesłoniętego jeszcze murem w końcu dowiedzie, iż ręka i głowa mają wspólne „znaczenie” — istnieją jako części człowieka. Jeśli więc Bóg naprawdę jest Jedyny, jeśli Bóg Mahometa i Bóg Jezusa Chrystusa nie są dwoma różnymi bytami, to jakże Bóg miałby nie pozwolić do siebie dotrzeć nawet ponad kontrastami czy wręcz sprzecznościami «znaków», którymi się posługuje? Czyż nie pragnąłby tu i tam dać się rozpoznać? To ważne pytanie, gdyż chodzi o kwestię jedyności tego Boga, który jest wszystkim dla nas i między nami. Naszym zadaniem jest więc zebrać rozmaite wezwania Boga, „który przemówił do ludzi”10, aby On sam nas odesłał do ukrytego znaczenia Pism, a także doprowadził nas do odkrycia pełnego powołania człowieka, zarysowującego się poprzez wszystko, co nadaje sens ludzkiemu życiu. W ten sposób zostanie nam dana przygoda wszechczasów, długotrwała i stymulująca, w której człowiek — poraniony i okaleczony sam w sobie — w końcu odnajduje siebie pełniejszego w uważnym i współczującym obliczu nieoczekiwanego brata, który pochyla się nad nim na skraju drogi i okazuje się jego bliźnim, choćby nawet w swojej inności. Jest to ukazane w przypowieści o dobrym Samarytaninie (zob. Łk 10, 29-37). Istnieje jednak pewna różnica: jest on «samarytaninem», człowiekiem litościwym, uznanym za obcego, ma opinię poganina. W nauczaniu Jezusa zaś inność staje się służebna wobec wspólnego powołania: „Idź, i ty czyń podobnie!”. W przypadku różnicy czy inności postrzeganej jako «droga», mamy do czynienia z innym znaczeniem słowa «sens» — zawierającym pojęcie ukierunkowania. Rozumiane w ten sposób kojarzy się bezpośrednio z obraniem kierunku. Jawi się zatem jako zaproszenie do wyruszenia w drogę, do wyjścia poza samego siebie — po to, by uniknąć ryzyka zasklepienia się w swojej odmienności i bycia już tylko zamkniętą świątynią jakiegoś bożka. Wiemy, z jakim naciskiem Koran przedstawia się jako „kierunek” (huda) dany przez Boga, który „prowadzi ku drodze prostej, kogo chce” (24, 46 i paralel.). Jezus jest „drogą” (J 14, 6), która w odróżnieniu od wszystkich innych dróg, kończy się dopiero w Bogu. Tutaj jednak trzy monoteizmy rozpoznają w tym samym tropie drogę otwartą przez ich duchowego przodka, Abrahama: „Wyszedł, nie wiedząc, dokąd idzie” (Hbr 11, 8). Po nim tylu innych jeszcze wyruszyło w drogę, pozostawiając za sobą bożki sekciarstwa, aby „nieznanemu Bogu”, którego nagłe wezwanie wytrąciło ich z równowagi, udzielić odpowiedzi na pytanie: „Kto jesteś, Panie?” (Dz 9, 5). To dlatego na każdym zakręcie nawrócenia objawia się Bóg — zawsze „większy niż nasze serca” (1 J 3, 20). Jakże więc nie uznać, że powołanie Abrahama do pielgrzymowania w tajemniczy sposób kryje się w najważniejszych dorocznych chwilach życia wiary trzech monoteizmów: żydowskiej Paschy, chrześcijańskiej Wielkanocy oraz muzułmańskiego święta ofiar, związanego z pielgrzymowaniem do Mekki? Każde z tych świąt ma sens i zawiera w sobie łaskę jedności dla wspólnoty wiernych zgromadzonych w czasie i przestrzeni. O ile drogi są różne, radość, jaka wydaje się płonąć w sercu każdego z tych uroczystych wydarzeń, mogłaby doprowadzić, wiodąc z różnych stron, do tej samej gospody — tam, gdzie oczy otwierają się przy dzieleniu jednego chleba, upieczonego z miłości dla całej rzeszy ludzi. Od tej chwili możemy odnaleźć w sobie pewność, że dialog, niezależnie od tego, czy toczy się między różnowiercami — w tym przypadku między chrześcijanami a muzułmanami — i jest podjęty w wierze, a więc w poszukiwaniu «znaków», czy też jest przeżywany w nadziei jako droga, która nieustannie się rozwija, musi znaleźć mocne i niewyczerpalne oparcie w Dobrej Nowinie, którą jedni i drudzy, choć za pośrednictwem rozbieżnych form wyrazu, w swoim głębokim przekonaniu otrzymali od Boga. Kiedy chrześcijanin wsłuchuje się w innego — co jest aktem niezbędnym — stałym bodźcem dla niego powinien być przykład Jezusa, który sam był tak bardzo uważny wobec tych wszystkich, których błędem i ułomnością było to, że nie byli „jak inni”... Wszak sam Chrystus także był postrzegany jako inny. Właśnie od tego zaczęło się zgorszenie, by sięgnąć szczytu w określeniu, którego użył sam Jezus, mówiąc o swojej inności i „czyniąc się równym Bogu” (J 5, 18), że jako Syn stanowi jedno z Ojcem (zob. J 10, 30). Dramat zaś wypełnił się w niesłychanym roszczeniu, żeby zgromadzić wszystkich ludzi w ich różnorodności (zob. J 17, 21) i za pośrednictwem Krzyża (zob. J 3, 14-16). Niemniej Kościół Pięćdziesiątnicy, depozytariusz jedynej misji zgromadzenia w żyjącym Chrystusie, musi dawać świadectwo również o tych innych, tajemniczych słowach Jezusa: „W domu Ojca mego jest mieszkań wiele” (J 14, 2). Jakże w takim razie mógłby się dziwić ową wszechobecną realnością inności, która skłania go do rozpoznawania śladów Ducha, pracującego nad rozszerzeniem przestrzeni jego serca? Właśnie w imię tego wezwania, które nieustannie posyła nas na obcą ziemię, w jakiejś mierze opuścić musimy „swojski krajobraz naszych religijnych pewników”11 oraz język, w którym je wyrażaliśmy, aby zgłębiać — z Bożą łaską, jeśli Bóg pozwoli — tradycję muzułmańską, a nade wszystko słowa Koranu. Musimy odczytać na nowo wersety Księgi, w których inność jest ogłaszana, czasem surowo piętnowana, a jeszcze częściej ofiarowana jako znak Jedynego i nawet jako droga do Niego, „dla tych, którzy pojmują”. Jak zobaczymy, wiele spośród tych tekstów budzi pośród chrześcijan pytania niemalże od początku ich dziejów, tak wcześnie naznaczonych podziałami i duchowymi rozłąkami. To bolesne stwierdzenie nie powinno jednak stawiać nas na pozycjach obronnych ani czynić nas obojętnymi defetystami. Wręcz przeciwnie: może ono przyczynić się do pogłębiania i uzasadniania nowych dróg ekumenizmu. Czyż dzisiaj stopniowo nie odkrywamy na nowo pośród chrześcijan niezastąpionej wartości naszych skontrastowanych stanowisk, o ile tylko przestają one rościć sobie pretensje do izolowania się, usztywniania czy kreowania się na ostateczną i powszechną normę? Może się okazać, że niekiedy warto przewiedzieć, a nawet przyjąć krytykę... Czy mamy prawo cytować teksty koraniczne, i to w dużej liczbie, nie wspominając o rozbieżnych interpretacjach, jakich były one przedmiotem w obrębie tradycji muzułmańskiej? Czyż nie jest to miejsce na wspomnienie o prawie do inności? I to właśnie w imię Ducha, który oświeca dobrą wiarę poszukujących i pomaga im wydobywać ze skarbu Boga rzeczy „nowe i stare”. Czyż bowiem wiara każdego człowieka o prawym sercu nie jest skarbem Boga? A w jeszcze głębszym sensie istnieje prawo do komunii, które należy do najpewniejszych i najwspanialszych tradycji chrześcijańskich, „przypominane” w Eucharystii — jest to tajemnica wiary w najwyższym stopniu. Który uczeń Chrystusa podważyłby owo prawo, nie wykluczając siebie samego z daru Boga? Czyż nie mogłoby ono być najlepszym kluczem do lektury zazdrosnego instynktu islamu, świadczącego o Jedynym jako Niezgłębionym? Nie, inność nie może pozostawić obojętnym tego, kto wie, że został wezwany po imieniu, jedynym imieniu w sercu Boga, jego Ojca. I to wezwanie przeznacza go do przyjmowania rzeszy ludzi jako jedynych braci, których ma kochać z uwagi na pierwotną więź każdego z nich z Panem wszelkiego życia. 10 Sobór Watykański II, Deklaracja o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich, Nostra aetate, nr 3. 11 List biskupów Afryki Północnej z 17 lipca 1977 roku, „Documentation Catholique”, nr 1724 (1977), kol. 679—681. opr. ab/ab

Jaka jest główna różnica między islamem a chrześcijaństwem? Muzułmanie wierzą, że Jezus jest prorokiem, natomiast chrześcijanie czczą Jezusa jako Boga. Muzułmanie wierzą, że Jezus wstąpił do nieba, ale nie umarł na krzyżu. Chrześcijanie wierzą zarówno w zmartwychwstanie, jak i wniebowstąpienie Jezusa.

Obecnie jesteśmy świadkami głębokiej rewolucji w naszym Kościele. Trudno powiedzieć, w jakich krajach katolicyzm przetrwa jako odrębna forma religijna - mówi KAI ks. Andrzej Kobyliński, filozof i etyk z UKSW, w rozmowie o pentekostalizacji - zarówno zagrożeniach, jak i nadziejach związanych z tym zjawiskiem. Dawid Gospodarek (KAI): Jak można najprościej określić istotę pentekostalizacji? Ks. Andrzej Kobyliński: Nie ma jednej uniwersalnej definicji tego zjawiska. W moich publikacjach określam pentekostalizację jako ogólnoświatowy proces powstawania nowych wspólnot zielonoświątkowych oraz przekształcanie wielu innych chrześcijańskich Kościołów i związków wyznaniowych w jedną, uniwersalną odmianę chrześcijaństwa charyzmatycznego w wymiarze globalnym. W wyniku tego procesu, na gruncie tradycyjnych Kościołów chrześcijańskich - szczególnie w Afryce, Azji czy Ameryce Południowej - rodzą się nowe wspólnoty, związki wyznaniowe lub sekty o charakterze charyzmatycznym i zielonoświątkowym. Proces głębokiej transformacji na poziomie głoszonej doktryny czy praktykowanych form życia religijnego dokonuje się także wewnątrz wielu tradycyjnych Kościołów chrześcijańskich. Pentekostalizacji podlega także Kościół katolicki w Polsce i na świecie. Synonimem pentekostalizacji jest uzielonoświątkowienie? Zdecydowanie tak. W 2014 r. stworzyłem na potrzeby języka polskiego to pojęcie. Dlaczego? Ponieważ niektórzy moi rozmówcy twierdzili, że wyrażenie pentekostalizacja jest niezrozumiałe na gruncie polskim. Tak powstało słowo uzielonoświątkowienie. "O wizjach pentekostalnych księdza Kobylińskiego">> Kiedy to zjawisko pojawiło się w Polsce? Jako symboliczny Rubikon wskazuję rok 2007, ponieważ mniej więcej wtedy zaczęła się w Polsce pojawiać fala mówców, kaznodziejów zapraszanych z Afryki, Azji i Ameryki Południowej. Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat ci nowi ewangelizatorzy przemawiali w kościołach, na stadionach, w telewizji, w radiu oraz w Internecie do milionów mieszkańców naszego kraju. Najbardziej znane postaci to Gloria Polo z Kolumbii, James Manjackal i Jose Maniparambil z Indii, Maria Vadia z USA, John Bashobora z Ugandy, Myrna Nazzour z Syrii, włoscy duchowni Antonello Cadeddu i Enrico Porcu, którzy obecnie pracują w Brazylii itd. Jak można określić nauczanie tych osób? Jest to najczęściej synkretyczna religijność chrześcijańska, podlegająca głębokiej pentekostalizacji, która jest przyjmowana w Polsce bezkrytycznie przez wielu księży, kleryków, siostry zakonne czy osoby świeckie. Ksiądz się niepokoi, a ostatni papieże - Jan Paweł II, Benedykt XVI i Franciszek - bardzo pozytywnie mówią o ruchu charyzmatycznym. Należy odróżnić katolicki ruch charyzmatyczny od globalnego procesu pentekostalizacji. W moich badaniach nie zajmuję się specyfiką wspólnot charyzmatycznych w Kościele katolickim, ale przenikaniem treści zielonoświątkowych do wnętrza naszego Kościoła. W Polsce Odnowa w Duchu Świętym jest jednym z wielu ruchów zatwierdzonych przez odpowiednie władze kościelne. Chodzi o to, żeby katolickie wspólnoty charyzmatyczne zachowały swoją tożsamość. Podam dramatyczny przykład, o którym mówię publicznie od wielu lat. Chodzi o łączenie podczas katolickich nabożeństw tzw. Toronto Blessing z adoracją Najświętszego Sakramentu. Uważam, że wprowadzanie ludzi w histeryczny śmiech w trakcie modlitwy przed Najświętszym Sakramentem jest profanacją największego skarbu naszej wiary. Niestety, moja opinia jest odosobniona. W Polsce panuje duża akceptacja dla takich nowych praktyk modlitewnych. Mógłby Ksiądz wyjaśnić, co to jest Toronto Blessing? Błogosławieństwo z Toronto to nazwa doświadczenia nowej fali Ducha Świętego, które pojawiło się na początku 1994 r. w jednym ze zborów zielonoświątkowych w Kanadzie. W trakcie nabożeństw prowadzonych w tej wspólnocie uczestnicy tracili przytomność, padali na ziemię, wpadali w euforyczne stany, tj. śmiech, płacz, drżenie ciała. Ludzie wykonywali nietypowe ruchy i wydawali różnego rodzaju dźwięki, naśladowali zwierzęta, wydając przy tym charakterystyczne dla nich odgłosy. Co ciekawe, to zjawisko w sposób niewytłumaczalny naukowo rozlało się po całym świecie, przenikając do różnych wspólnot chrześcijańskich, w tym do Kościoła katolickiego w Polsce. Dlaczego krytykuje Ksiądz Toronto Blessing? Uważam to zjawisko za szkodliwe dla ludzkiej psychiki i kompromitujące religię chrześcijańską. Pytanie podstawowe dotyczy przyczyny. W jaki sposób ludzie tracą świadomość? Czy jest to działanie naturalne czy nadprzyrodzone? Czy to naprawdę Bóg wyłącza funkcjonowanie naszego umysłu i wprowadza nas w stan nieświadomości? Pamiętajmy o tym, że w takim stanie - podobnie jak w hipnozie - jesteśmy bezbronni, nie chroni nas nasz rozum, do naszej świadomości i podświadomości można wprowadzić, z pominięciem naszej woli, wiele różnych treści. Jeśli przyjmujemy, że rozum, wolność i świadomość są wielkimi darami Boga, które wyróżniają nas spośród wszystkich innych stworzeń na ziemi, to czemu miałyby służyć sytuacje, w których Bóg nam te dary chwilowo odbiera? A jak ma się w tym wszystkim odnaleźć polski katolik, kiedy widzi, że jeden biskup mówi tak, a drugi inaczej? To jest pytanie niezwykle bolesne, ponieważ mamy w Polsce wielką polaryzację stanowisk teologicznych. W jednej diecezji upadki w trakcie nabożeństw (spoczynek w duchu, hipnoza magnetyczna, trans, autosugestia) są zakazane, w innej dozwolone, a nawet promowane przez biskupów. Mamy diecezje, które organizują rekolekcje z ks. Johnem Bashoborą z Ugandy, ale są też inne diecezje, w których obowiązuje zakaz takich spotkań. Bywa tak, że to, za co w jednej diecezji księża mogą być nagradzani przez swoich przełożonych, w innej będzie przedmiotem różnego rodzaju krytyki i kar kościelnych. Niestety, ogromny bałagan doktrynalny dotyczy rozumienia podstawowych prawd wiary i moralności. Z pewnością ogromną zasługą i siłą ruchów charyzmatycznych jest zapał ewangelizacyjny. Jak Ksiądz rozumie nową ewangelizację? To jest oczywiście sprawa bardzo ważna. Jako katolicy w Polsce możemy czerpać niektóre dobre elementy z ogólnoświatowego ruchu pentekostalnego, np. dowartościowanie emocji w doświadczeniu religijnym czy właśnie zapał ewangelizacyjny. Rzeczywiście, ten zapał we wspólnotach pentekostalnych może zdumiewać. Często on właśnie sprawia, że w Ameryce Południowej czy Afryce miliony katolików odchodzą do tych nowych wspólnot. W tym kontekście jest wskazane ucharyzmatycznienie katolicyzmu, czyli przyjęcie przez katolików dobrych elementów ruchu pentekostalnego. Gdy chodzi natomiast o nową ewangelizację, przy Konferencji Episkopatu Polski istnieje Zespół ds. Nowej Ewangelizacji, który określa, czym ona powinna być w naszym kraju. Obserwuje Ksiądz publikacje zagranicznych badaczy pentekostalizacji. Czy udało się Księdzu w swoich badaniach zwrócić uwagę na kwestie nigdzie niepodejmowane? Tym, co stanowi osiągnięcie poznawcze moich opracowań, jest próba określenia podstawowych zasad etycznych, które powinny obowiązywać w nowych ruchach i wspólnotach religijnych o charakterze pentekostalnym. Uważam tę kwestię za fundamentalną. Jak unikać różnych form psychomanipulacji w grupach modlitewnych? Czego nie powinni robić egzorcyści? Dlaczego hipnoza magnetyczna może być szkodliwa dla zdrowia psychicznego? Jak nie wmawiać ludziom uzdrowienia w tych sytuacjach, w których wszystko wskazuje na to, że możemy racjonalnie wytłumaczyć powrót do zdrowia osoby chorej? Potrzeba dzisiaj jasnych zasad etycznych, które będą regulować relację lidera grupy religijnej do jej członków. Może Ksiądz podać jakieś przykłady? Bardzo często zwracam uwagę na problem osób nieletnich. Niestety, znam wiele przypadków odprawiania egzorcyzmów nad dziećmi bez zgody rodziców albo wprowadzania nieletnich w stan hipnozy magnetycznej. Czy jest jakaś szansa, żeby powstała odpowiednia komisja ekumeniczna, która mogłaby wypracować kodeks etyczny dla liderów wspólnot religijnych? Na obecnym etapie nie widzę takiej możliwości. Wszystko wskazuje na to, że w najbliższych dziesięcioleciach chrześcijanie będą coraz bardziej podzieleni i skłóceni. Nazywam ten proces hybrydową wojną religijną, jakiej chrześcijaństwo jeszcze nie znało. Wróćmy do wspólnot charyzmatycznych w Kościele katolickim. Jak je chronić przed niebezpieczeństwami, na które Ksiądz wskazuje? Trzeba zaznaczyć, że w te wspólnoty zaangażowani są często bardzo aktywni ludzie, robiący wiele dobrych rzeczy w parafiach. Nie pytamy o to, czy te grupy powinny funkcjonować, bo one istnieją i mają swoje miejsce w Kościele, jak wszystkie inne ruchy i wspólnoty. Chodzi jedynie o to, aby chronić je przed psychomanipulacją czy przenikaniem treści zielonoświątkowych bądź szamańskich. Tego rodzaju grupy powinny zachować katolicką wersję rozumienia darów Ducha Świętego i charyzmatyczności naszej religii. Kto w Polsce powinien to określać? Wielką rolę do odegrania ma w tym względzie Komisja Nauki Wiary Konferencji Episkopatu Polski. Miałem zaszczyt dwukrotnie głosić referat przed tym gremium w latach 2016-2017. Warto w tym miejscu przypomnieć, że w 2015 r. Komisja Nauki Wiary przygotowała dwa ważne dokumenty, zakazujące praktykowania tzw. spowiedzi furtkowej i uzdrowienia międzypokoleniowego. Skąd się wzięły te dziwne, trochę szamańskie, praktyki religijne w naszym kraju? Są one oczywiście konsekwencją globalnego procesu pentekostalizacji. Spowiedź furtkowa koncentruje się na działaniu złego ducha w naszym życiu. Polega na wskazywaniu tzw. furtek, czyli sposobów, w jaki zły duch wchodzi rzekomo pod nasze strzechy. Podczas przygotowania do spowiedzi furtkowej wierni skupiają się na tym, by znaleźć w swoim życiu wszystkie sytuacje, poprzez które złe duchy zamieszkują w ich życiu. Szuka się także takich furtek w życiorysach swoich przodków - to koncepcja grzechów pokoleniowych i uzdrowienia międzypokoleniowego. Istotą tego nauczania - zakorzenionego w antropologii i kosmologii afrykańskiej - jest przekonanie, że złe duchy mogą się dostać do naszego życia z powodu słuchania muzyki rockowej, posiadania tatuaży czy lektury "Harry’ego Pottera". Czy polska pobożność ludowa ma coś, z czego może czerpać albo na czym może bazować ruch pentekostalny? Religijność ruchu pentekostalnego pada na podatny grunt naszej polskiej pobożności ludowej. Nasz katolicyzm nie jest intelektualny czy biblijny. Jest w dużym stopniu nacechowany pobożnością ludową, tradycyjną. W konsekwencji większość naszych katolików łatwo przyjmuje różne treści, czasami szkodliwe i nonsensowne, głoszone przez ewangelizatorów z Afryki, Azji czy Ameryki Południowej. Zdarza się, że na spotkania formacyjne katolickiego ruchu charyzmatycznego zaprasza się mówców ze wspólnot zielonoświątkowych. Ciekawym przykładem, wskazującym na to, że może zagrożenie takim synkretyzmem u nas nie jest aż tak duże, jest to, że Ulf Eckman, założyciel dużej, prężnej wspólnoty protestanckiej, przyjeżdżał na takie spotkania do Polski i parę lat temu konwertował na katolicyzm. Te spotkania pomogły mu otworzyć się na Kościół katolicki, dostrzec w nim autentycznego ducha Ewangelii. Oczywiście szanuję przemianę duchową Ulfa Eckmana i cieszę się, że został katolikiem. Takie przypadki są jednak marginalne. Najczęściej to katolicy przechodzą do różnego rodzaju wolnych kościołów protestanckich. Obecna sytuacja Kościoła katolickiego w Ameryce Łacińskiej potwierdza ten dramatyczny i bolesny proces. Czy w dobie ekumenizmu wskazywanie negatywnych aspektów pentekostalizacji jest spójne z posoborową praktyką Kościoła katolickiego? Oczywiście. Kardynał Kurt Koch, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Jedności Chrześcijan, mówi nawet o pentekostalizacji ruchu ekumenicznego. To oznacza, że w nowym podejściu Kościoła katolickiego do ekumenizmu i dialogu międzyreligijnego, które narodziło się po Soborze Watykańskim II, nie można dzisiaj pominąć przyczyn i skutków globalnego procesu pentekostalizacji. Przede wszystkim musimy umiejscowić w szerszym kontekście to wszystko, co dzieje się obecnie z religijnością katolicką w naszym kraju. Uważam, że od kilkunastu lat polski katolicyzm podlega głębokiej transformacji. W naszych parafiach, w naszych sanktuariach maryjnych, w naszych seminariach duchownych pojawiają się zupełnie nowe zjawiska religijne, których nie było 20-30 lat temu. To, co się dzieje obecnie z Polską religijnością, jest w dużym stopniu konsekwencją tego, co dokonuje się w wymiarze globalnym. Mówi się, że te rzeczy, które Ksiądz określa jako niepokojące, są np. wymianą darów z braćmi zielonoświątkowcami. Co dalej z ruchem ekumenicznym? Kardynał Koch twierdzi, że współczesny ekumenizm został w pewnym sensie wywrócony do góry nogami przez proces pentekostalizacji. Dlaczego? Ponieważ na przestrzeni ostatnich 20 latach narodziła się w świecie swego rodzaju galaktyka nowych wspólnot zielonoświątkowych. Dzisiaj wiele wcześniejszych sporów doktrynalnych, prowadzonych dotychczas między różnymi denominacjami chrześcijańskimi, stało się w pewnym sensie passé. Rewolucja pentekostalna ostatnich lat, nazywana także Reformacją pentekostalną albo nową Reformacją, zmieniła mapę chrześcijaństwa globalnego. Co to znaczy w praktyce? Ruch zielonoświątkowy narodził się w Stanach Zjednoczonych w 1901 r. W 2000 r. wspólnoty zielonoświątkowe na świecie liczyły 100 milionów wyznawców. Obecnie liczbę chrześcijan zielonoświątkowych szacuje się na 600-800 milionów. Za kilka lat będzie to już miliard. Już dzisiaj 70% wszystkich protestantów należy do wspólnot pentekostalnych. Gdy chodzi o rzeczywiste praktykowanie religii, a nie tylko formalną przynależność kościelną, już dzisiaj zielonoświątkowcy są największym wyznaniem chrześcijańskim. W jaki sposób praktykować dialog ekumeniczny ze wspólnotami z tego nurtu? Najpierw musimy zrozumieć, czym w ogóle ten ruch jest i skąd on się wziął? Dlaczego Kościół katolicki w Ameryce Łacińskiej utracił połowę swoich wiernych? Jak to wytłumaczyć? Oczywiście należy pytać o formy dialogu ekumenicznego między katolikami a wspólnotami zielonoświątkowymi. Nie jest to kwestia prosta. Stolica Apostolska prowadzi dialog ekumeniczny z federacją niektórych Kościołów i wspólnot pentekostalnych. Istnieje natomiast wielka liczba denominacji zielonoświątkowych, które nie są zainteresowane żadną formą dialogu ekumenicznego. Jak rozmawiać z tą galaktyką kościołów, związków wyznaniowych i sekt? Mamy obecnie około 48 tys. denominacji chrześcijańskich. Znakomita większość to wspólnoty zielonoświątkowe. Skąd pochodzą te dane? Najbardziej wiarygodnym ośrodkiem badawczym, który monitoruje rozwój wszystkich wyznań chrześcijańskich na świecie, jest amerykańskie Centrum Studiów Chrześcijaństwa Globalnego w South Hamilton w stanie Massachusetts. Badania tego Centrum pokazują, że co 10 godzin jest zakładany na świecie przez chrześcijan nowy związek wyznaniowy lub sekta. Niestety, religia chrześcijańska w wymiarze globalnym podlega głębokiej dekompozycji - staje się coraz bardziej zielonoświątkowa. Chrześcijaństwo staje się coraz bardziej skłócone i podzielone. Czy możemy się razem spotykać i modlić? Oczywiście, ale pytanie zasadnicze dotyczy wizji przyszłości. Coraz częściej zwycięża koncepcja chrześcijaństwa synkretycznego, ponaddenominacyjnego. W tej nowej wizji zapomina się o starych podziałach. Znikają też tradycyjne formy rozumienia prawd wiary i moralności. W chrześcijaństwie ponaddenominacyjnym nie ma już miejsca na podziały o charakterze konfesyjnym. To fałszywa droga, która prowadzi do banalizacji religii i powstania zupełnie nowych form przeżywania chrześcijaństwa. Prowadząc dojrzały dialog ekumeniczny między katolikami i zielonoświątkowcami, należy koniecznie zachować własną, odrębną tożsamość konfesyjną. To jeden z poważniejszych problemów w Polsce. Dlaczego? Ponieważ świadomość teologiczna naszych katolików jest ogólnie bardzo mizerna. W Polsce treści zielonoświątkowe bardzo łatwo przenikają do wnętrza Kościoła katolickiego, ponieważ dość często katolicy po prostu nie wiedzą, czym teologia katolicka różni się od zielonoświątkowej. Spotykam bardzo wielu księży, kleryków, siostry zakonne czy ludzi świeckich, którzy twierdzą, że nie ma żadnych różnic między katolicyzmem i chrześcijaństwem zielonoświątkowym. Coraz częściej katolicy w naszym kraju uważają, że należy przede wszystkim wielbić Pana Jezusa, pomijając kwestie doktrynalne. Czy katolicyzm przetrwa w przyszłości jako odrębna forma religijna? Może zostanie wchłonięty przez globalny proces pentekostalizacji? Jak powstrzymać pentekostalizację Kościoła katolickiego na wszystkich kontynentach? Pierwsze skojarzenie z tym, jak przejawia się pentekostalizacja, to charyzmaty i ruchy charyzmatyczne, zjawiska takie jak glosolalia, spoczynek w duchu, proroctwa itd. Ksiądz Grzegorz Strzelczyk twierdzi, że nie jest to tylko kwestia czerpania z oferty wspólnot zielonoświątkowych. Te zjawiska można dostrzec także w tradycyjnej katolickiej duchowości. Jak Ksiądz to widzi? Doceniam dwa bardzo ciekawe wywiady Katolickiej Agencji Informacyjnej z ks. Grzegorzem Strzelczykiem, które ukazały się kilka tygodni temu. Szkoda, że tak późno. Są spóźnione o kilkanaście lat. Niestety, ciągle brakuje podstawowych opracowań naukowych dotyczących nowych zjawisk życia religijnego. Stwierdzenia, które padły w tych wywiadach, wymagają rzetelnego pogłębienia filozoficznego i teologicznego. Nie możemy sobie w Polsce pozwolić na to, żeby analiza realnych problemów religijnych była prowadzona zasadniczo na blogach, Facebooku czy Twitterze. Teolodzy powinni wypracowywać rzetelne zasady, tłumaczyć wiernym, co jest prawdą a co jest fałszem, co jest dozwolone, co jest zakazane, co jest katolickie a co katolickim nie jest. Jak rozumieć te nowe zjawiska, które przyszły do nas na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat? Widzę ten problem inaczej niż ks. Strzelczyk. Opisałem go w wielu tekstach naukowych. Twierdzę, że nowe formy polskiej religijności katolickiej (spoczynek w duchu, upadki, hipnoza magnetyczna, furtki złego ducha, uzdrowienie międzypokoleniowe, dar śmiechu, dar łez itp.) są konsekwencją przenikania treści zielonoświątkowych do wnętrza Kościoła katolickiego. To trzecia fala rozwoju ruchu pentekostalnego i zmiana stosunku zielonoświątkowców do pobożności ludowej. O jakie elementy pobożności ludowej tutaj chodzi? Do lat 90. ubiegłego wieku, odwołując się do nauczania Marcina Lutra, chrześcijanie zielonoświątkowi krytykowali różne formy pobożności ludowej. Radykalna zmiana nastąpiła pod koniec XX stulecia. W tym czasie wspólnoty pentekostalne zaczęły akceptować różne formy naturalnej religijności afrykańskiej czy azjatyckiej. W ten sposób pojawiło się np. Toronto Blessing. Nowe metody ewangelizacji, przyjęte w tym okresie przez wspólnoty pentekostalne, wlały się wraz z tą trzecią falą także do Kościoła katolickiego w Polsce. Wielu widzi w tzw. przebudzeniu charyzmatycznym nową wiosnę Kościoła. W jaki sposób nowe formy życia religijnego wpłynęły w Polsce np. na liczbę powołań kapłańskich i zakonnych? Trudno udowodnić związek przyczynowo-skutkowy między przenikaniem religijności pentekostalnej do wspólnot katolickich a liczbą powołań kapłańskich i zakonnych. Natomiast faktem jest, że na przestrzeni ostatnich kilku lat można mówić w Polsce o dramatycznym spadku liczby powołań kapłańskich i zakonnych. To prawdziwa tragedia. W niektórych diecezjach seminaria duchowne i klasztory pustoszeją w niezwykle szybkim tempie. Niestety, czasami stosowanie niebezpiecznych technik, np. metod integracyjnych odwołujących się do ustawień rodzinnych Berta Hellingera [były duchowny katolicki, niemiecki terapeuta; na podstawie doświadczeń z Zulusami opracował kontrowersyjne metody terapeutyczne i propaguje je również w Polsce - przyp. red.], może doprowadzić do rozbicia różnych form życia seminaryjnego czy zakonnego. Z pewnością warto poddać głębszej analizie to wszystko, co dzieje się w seminariach i klasztorach w naszym kraju na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. Czasem w mediach społecznościowych pojawiają się zupełnie na poważnie prezentowane wypowiedzi przedstawicieli ruchów charyzmatycznych, często księży, które brzmią absurdalnie i wbrew intencjom stają się przeszkodą w ewangelizacji, ośmieszają Kościół i religię. To bardzo poważny problemem. Egzorcysta, który wypędza złe duchy salcesonem i kiełbasą. Ksiądz, który twierdzi, że tatuaże powodują bezpłodność. Duchowny, który rozmawia z diabłem i dostaje od niego SMS-y. Jeszcze inny ksiądz katolicki, który twierdzi, że UFO jest sprawą demonów. To kompromitacja religii. W Internecie można spotkać setki takich wypowiedzi, które oddalają od Kościoła katolickiego ludzi myślących racjonalnie. Papież Franciszek wskazuje na decentralizację, większe znaczenie i swoistą autonomię Kościołów lokalnych. Jak Kościół w Polsce może wykorzystać swój potencjał, swoje pozytywne strony, żeby przysłużyć się Kościołowi powszechnemu, ale jednocześnie uchronić się przed problemami, które z Zachodu może jeszcze do nas nie doszły? Uważam, że proces decentralizacji jest szansą dla Kościoła katolickiego w Polsce i w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Decentralizacja daje nam możliwość zachowania własnej specyfiki kulturowej i historycznej - także w kontekście globalnego procesu pentekostalizacji. Jaką formę religii katolickiej, w połączeniu z pewnymi elementami charyzmatycznymi, chcemy mieć nad Wisłą? To wymaga ogromnej pracy filozoficznej i teologicznej. Przed nami wielkie wyzwanie intelektualne. Natomiast rzecz najpoważniejsza, przed którą trzeba się strzec za wszelką cenę, to różne formy psychomanipulacji. Jak jej przeciwdziałać? Przede wszystkim trzeba jasno przeciwstawiać się różnym formom wprowadzania ludzi w tzw. odmienne stany świadomości. Szczególnie, jeśli to dotyczy dzieci… Absolutnie tak. Niestety, wiele niebezpiecznych praktyk wymknęło się nam spod kontroli. W marcu 2016 r. media ogólnopolskie informowały o rekolekcjach szkolnych w Lesznie. Wzięło w nich udział ok. 700 dzieci. W trakcie nabożeństw niektóre osoby padały na ziemię, trzęsły się, krzyczały. Tym niebezpiecznym praktykom religijnym towarzyszyli księża i nauczyciele. Do dzisiaj nie spotkałem żadnej publicznej oceny, wyrażonej z perspektywy teologii katolickiej, która zwracałaby uwagę na niewłaściwą formę rekolekcji wielkopostnych w Lesznie. Wprost przeciwnie - w wielu wypowiedziach podkreślano katolicki charakter tego rodzaju nabożeństw. Nowe formy religijności zielonoświątkowej są już stałym elementem naszej polskiej pobożności katolickiej. Rekolekcje podobne do tych w Lesznie organizuje się w setkach polskich szkół i parafii. Z tymi nowymi treściami można się zetknąć we wspólnotach, czasem w szkole, w Internecie. Gdzie jeszcze trzeba na nie uważać? Bardzo poważnym problemem jest przenikanie tych nowych treści i metod do bardzo intymnej sfery, jaką jest spowiedź indywidualna. Często penitenci nie chcą mówić o tym, co słyszą od swoich spowiedników, ponieważ nie wiedzą, czy mają do tego prawo, bo są fałszywie przekonani, że obowiązuje ich tajemnica spowiedzi. To nieprawda. Tajemnica spowiedzi obowiązuje spowiednika, a nie penitenta. Jako penitenci jesteśmy zobowiązani jedynie do tego, by utrzymać w tajemnicy to, co usłyszeliśmy przez przypadek ze spowiedzi innych osób. To, co penitentom mówią niektórzy spowiednicy zarażeni treściami zielonoświątkowymi, jest często szokujące i szkodliwe. Niektórzy z nich sugerują penitentom np. opętanie, dręczenie demoniczne, dziedziczenie grzechów przodków, furtki złego ducha itp. A czy Ksiądz brał kiedyś udział w spotkaniach charyzmatycznych? Oczywiście. W czasie studiów byłem związany z ruchem oazowym oraz z Odnową w Duchu Świętym. W 1991 r., wraz z grupą moich znajomych, brałem udział w tworzeniu pewnej nowej wspólnoty o charakterze ewangelizacyjnym. W 1992 r. zorganizowano dla tej grupy rekolekcje wakacyjne. W trakcie jednego z nabożeństw pojawiły się dziwne zjawiska: utrata przytomności, trans, histeria, szloch, krzyki itp. To wzbudziło we mnie ogromne zdziwienie. Nie wiedziałem, co się stało. Nie rozumiałem tego. Dlaczego? Ponieważ dopiero po wielu latach odkryłem, że podczas tych rekolekcji zastosowano nowe praktyki zielonoświątkowe, które zaczęły powoli przenikać do Polski po transformacji ustrojowej 1989 r. Moje obecne badania naukowe globalnego procesu pentekostalizacji, prowadzone na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat, wyrastają w dużym stopniu z osobistych przeżyć i doświadczeń - także tych sprzed prawie 30 lat. Ksiądz jako jedyny w Polsce zajmuje się naukowo zjawiskiem pentekostalizacji chrześcijaństwa. Czy dochodzą do Księdza jakieś informacje zwrotne, merytoryczne komentarze do wyników badań prezentowanych w publikacjach? Zajmuję się od kilkunastu lat analizą globalnego procesu pentekostalizacji, z którym łączy się występowanie w Polsce i na świecie różnego rodzaju nowych zjawisk religijnych. Interesuje mnie przede wszystkim perspektywa antropologiczna i etyczna tych fenomenów. Moje badania nie mają charakteru teologicznego czy biblijnego, ale filozoficzny. Od początku w moich tekstach naukowych zwracałem uwagę na to, że coś niedobrego zaczyna dziać się z katolicką religijnością w naszym kraju. W rzetelnej dyskusji filozoficznej czy teologicznej decydującą rolę odgrywają opracowania naukowe. Niestety, do dzisiaj nie został opublikowany w języku polskim żaden artykuł naukowy, który stanowiłby rozsądną i wyważoną formę polemiki z moimi opracowaniami. Dlaczego? Ta cisza jest niewytłumaczalna racjonalnie. Trudno ją zrozumieć. W sposób bardzo merytoryczny odniósł się do moich badań jedynie bp prof. Andrzej Czaja w swoim referacie pt. "Problem pentekostalizacji chrześcijaństwa". Wygłosił go ubiegłym roku na Jasnej Górze podczas XXVI Sympozjum dla księży rekolekcjonistów, ojców duchownych i spowiedników kapłańskich. Warto dodać, że bp Czaja jest przewodniczącym Komisji Nauki Wiary Konferencji Episkopatu Polski. Gdzie ukazały się Księdza artykuły naukowe na temat pentekostalizacji? Ogłoszono je w siedmiu językach w poważnych czasopismach naukowych w Europie, w Ameryce Północnej i Południowej. Opracowania w języku polskim ukazały się na łamach trzech czasopism naukowych. W każdym przypadku, przed dopuszczeniem do druku, moje teksty były recenzowane w poszczególnych krajach przynajmniej przez dwóch bądź trzech niezależnych recenzentów. Natknąłem się na pewnym portalu na tekst ks. prof. Leszka Misiarczyka, w którym starał on się polemizować z niektórymi Księdza tezami. W tekście tym, pt. "Czy Kościołowi katolickiemu w Polsce rzeczywiście grozi pentekostalizacja?" (opublikowanym na portalu w 2015 r.) jest wiele złych emocji i trudno mi go komentować. Ponadto obydwaj jesteśmy duchownymi tej samej diecezji, dlatego nie chcę eskalować naszego poważnego sporu doktrynalnego. Czekam na rzetelną odpowiedź naukową na łamach poważnego pisma krajowego lub zagranicznego. Wypowiedzi bp. prof. Andrzeja Czai i ks. prof. Leszka Misiarczyka prezentują dwie skrajnie odmienne oceny zjawiska pentekostalizacji. Nie chciałbym też komentować niektórych opinii krytycznych pod moim adresem, zamieszczonych na blogach, Twitterze czy Facebooku. Zdumiewa banalność i powierzchowność tych wypowiedzi. Czego możemy się spodziewać w najbliższych dziesięcioleciach, gdy chodzi o przyszłość Kościoła katolickiego? Nie ulega wątpliwości, że obecnie jesteśmy świadkami głębokiej rewolucji w naszym Kościele. Trudno powiedzieć, w jakich krajach katolicyzm przetrwa jako odrębna forma religijna. Nie wiadomo, jak w dłuższej perspektywie - w niektórych regionach świata - będzie funkcjonować połączenie katolicyzmu z religijnością zielonoświątkową. W tym kontekście warto przypomnieć mocne i prorocze słowa, jakie papież Paweł VI skierował kilka miesięcy przed swoją śmiercią do jednego z najbardziej znanych uczniów Henriego Bergsona, francuskiego filozofa i teologa katolickiego Jeana Guittona: "Wewnątrz katolicyzmu zdaje się czasami dominować rodzaj myślenia niekatolickiego i może się stać, że to myślenie niekatolickie w obrębie katolicyzmu stanie się w przyszłości najsilniejsze. Ale ono nie będzie nigdy wyrażać myślenia Kościoła. Potrzeba, aby trwała mała trzódka, niezależnie od tego, jak mała ona będzie". *** Ks. Andrzej Kobyliński (ur. 12 listopada 1965) - filozof, etyk, doktor habilitowany nauk humanistycznych w dyscyplinie filozofia, pracownik Instytutu Filozofii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Jego artykuły naukowe dotyczące zjawiska pentekostalizacji ukazały się w następujących pismach zagranicznych: "Chicago Studies", "Forum Katholische Theologie", "Rivista Teologica di Lugano", "Revista Teológica Limense", "Studia Aloisiana", "Obnovljeni Život".

\n \n \n \n\nróżnica między katolicyzmem a chrześcijaństwem

Chociaż zarówno chrześcijaństwo, jak i islam są religiami abrahamowymi, które są głównie lub ściśle monoteistyczne, różnią się one na wiele sposobów, a przy ponad miliardie wyznawców w obrębie każdej wiary, nawet konkretne poglądy wyznawców różnią się znacznie w zależności od regionu i wyznania / wyznania.

Odpowiedzi blocked odpowiedział(a) o 23:27 Chrześcijaństwo to są trzy odłamy katolicyzm prawosławie i protestantyzm a katolicyzm to jeden z odłamów Niczym, ponieważ centrum chrześcijaństwa jest Chrystus i ten Chrystus powiedział, że zbuduje swój Kościół na Piotrze. Przez Piotra - pierwszego papieża - Rzym stał się centrum chrześcijańskim. Katolicki znaczy Powszechny. Do czasów schizmy wschodniej, gdy od Kościoła oddzieliły się ruchy prawosławne Chrześcijaństwo było tożsame z Katolicyzmem. W dalszych wiekach od Kościoła odłączały się kolejne wyznania, nazywane więc różnic między katolicyzmem, a chrześcijaństwem pierwotnym nie ma. Obecnie chrześcijanie to wszyscy Ci, którzy zostali w Kościele Chrystusowym oraz Ci, co założyli nowe Chrystusa, aby Jego Kościół był jeden. Niestety, nie udało się. Katolicyzm jest jedyną religią chrześcijańską, którą nie można nazwać "odłamem", ponieważ katolicy od niczego się nie odłączali. Chrześcijaństwo to ogół ludzi, którzy kierują się w życiu nauką to odmiana chrześcijaństwa, która za autorytet stawia również papieża, księży, świętych i tradycję kościoła katolickiego. Myślę, że różnicy jako takiej nie ma, katolicyzm po prostu sprecyzował, wyjaśnił i nazwał wiele spraw pierwotnego chrześcijaństwa. blocked odpowiedział(a) o 01:33 Krk odstąpił od nauk Bożych i naucza wiernych według własnego Kościoła katolickiego jest papież i oni stosują się do jego Chrześcijanie stosują się do nauk Pisma Kościoła Chrześcijan jest Jezus Chrystus, dlatego też podążają właściwą katolicki pobłądził, gdyż zaufał nie tej głowie co trzeba. CH₃CN odpowiedział(a) o 08:08 Taka jak między kołem a figurą, czy między kwadratem a prostokątem. Uważasz, że ktoś się myli? lub

Jakie są różnice między najważniejszymi wyznaniami chrześcijańskimi? Czyli między katolicyzmem, prawosławiem i protestantyzmem? To pytanie ma już najlepszą odpowiedź, jeśli znasz lepszą możesz ją dodać. 1 ocena Najlepsza odp: 100%. 0. 0.

Niewykluczone, że reportaż przygotowany przez dziennikarza TVP2 dotyczący nieprawidłowości do jakich miało dochodzić w szkole im. św. Jana de la Salle w Gdańsku, prowadzonej przez zakonników, zostanie wyemitowany. Na podstawie zapowiedzi materiału o szkole im. św. Jana de la Salle gdański sąd dwa miesiące temu wydał zakaz jego emisji. Czy w końcu zobaczymy całość? W poniedziałek po ponad dwumiesięcznym zakazie emitowania nałożonym (w dniu planowanej emisji) na materiał dziennikarza programu Magazyn Ekspresu Reporterów w TVP2 o nieprawidłowościach do jakich miało dochodzić w szkole im. Jana de la Salle , Sąd Okręgowy w Gdańsku zezwolił na jego upublicznienie, ale tylko sprawie informowaliśmy w ubiegłym Sąd odmówił przedłużenia zakazu publikacji całości reportażu. Jednocześnie zdecydował o zakazie emisji tej części materiału, która zawiera nagrania prywatnych rozmów zakonników, jeśli nie ma ich zgody na publikację. Sąd uznał, że będzie to wystarczającym zabezpieczeniem praw zakonników. Zakaz ma obowiązywać cztery miesiące - powiedział dla Radia Gdańsk Rafał Terlecki, wiceprezes Sądu Okręgowego w to właśnie te rozmowy - przeklinanie zakonników i kolacje zakrapiane alkoholem, które można było zobaczyć w zwiastunie reportażu - miały być osią materiału dziennikarza z telewizji publicznej. Reportaż pt. "Podwójne zło" miał zostać wyemitowany na początku grudnia. Jednak w dniu emisji Sąd Okręgowy w Gdańsku, na wniosek zakonników prowadzących szkołę, wydał zakaz jego publikacji na dwa uznał, że materiał może naruszyć dobra osobiste zakonników i nie jest kompletny - nie zawierał stanowiska osób, których dotyczyły nagrania. Jednak sąd decyzję podjął w dniu emisji programu, nie mógł więc wiedzieć czego dokładnie dotyczy treść reportażu i kto się w nim przestał obowiązywać na początku lutego, a zakonnicy ponownie złożyli wniosek o nieupublicznianie materiału. Sąd ostatecznie zdecydował, że materiał może zostać wyemitowany, jednak bez tych fragmentów, które zawierają prywatne rozmowy zakonników, póki autor nie uzyska ich zgody. Nowy zakaz ma obowiązywać do jednak nie wszystko. Zakonnicy zdecydowali się też wystąpić z pozwem o ochronę dóbr osobistych. Teraz ma trafić on do stołecznego sądu, gdyż to tam powstał materiał.

jaka jest różnica między chrześcijaninem a katolikiem? głupie pytanie ale kogo sie pytam to jeszcze nikt mi na to nie odpowiedział:) Ostatnia data uzupełnienia pytania: 2010-01-20 16:10:53. To pytanie ma już najlepszą odpowiedź, jeśli znasz lepszą możesz ją dodać Chrześcijaństwo było zawsze postrzegane w Chinach jako wpływ obcy. Poniższy tekst ukazał się w POLITYCE nr 28/2007. Przed olimpiadą w Pekinie władze ostrzegły, że kto liczy, iż przy okazji igrzysk będzie nawracał Chińczyków na swoją religię i urządzał w tym celu publiczne imprezy, srodze się rozczaruje. Przybysze z zagranicy muszą przestrzegać w tych sprawach prawa Chińskiej Republiki Ludowej – żadnych misjonarskich złudzeń, panowie! Ale napomnienie raczej zwraca uwagę na problem, niż go likwiduje. W kosmologii chińskiej tao (dao – droga, którą toczy się rzeczywistość) to zasada harmonii Wszechświata. To „przodek wszystkich nauk i tajemnica przekraczająca wszystkie tajemnice”, jak czytamy w starych taoistycznych pismach chińskich. Przez tysiąclecia Chińczycy chadzali różnymi drogami – konfucjańską, taoistyczną, buddyjską. Za czasów przewodniczącego Mao i jego czerwonej książeczki – drogą narodowego komunizmu, a dziś? Co zajmie miejsce ideologii Marksa i Mao? Może neokonfucjanizm – władze przychylniejszym wzrokiem patrzą na odradzanie się zainteresowań naukami Mistrza Kunga, czyli Konfucjusza („Niezbędnik Inteligenta” 8/06). A może chrześcijaństwo? Istnieje ono w Chinach w sposób względnie trwały i zorganizowany wprawdzie zaledwie od kilku wieków, ale w końcu i tak dłużej niż komunizm czy kapitalistyczna ideologia ciężkiej pracy i konsumpcji. – Wielu Polaków wyobraża sobie, że chrześcijaństwo jest jedyną religią na świecie – zżyma się sinolog prof. Karin Tomala z Zakładu Krajów Pozaeuropejskich PAN. – Ale niby dlaczego chrześcijaństwo miałoby zapanować w Chinach? Dla Chińczyków jest ono czymś obcym, historycznie związanym z kolonializmem. Inaczej uważa prof. Roman Malek, misjonarz werbista, także znawca Chin, naczelny redaktor kwartalnika „Chiny dzisiaj” wydawanego przez polski episkopat. – Nikt tam nie patrzy na chrześcijaństwo jak na artykuł z importu. Już od XVIII w., choć było zakazane, stało się czymś chińskim. Były polski konsul generalny w Szanghaju Jerzy Bajer przypomina, że w XIX w. w Chinach działali przede wszystkim misjonarze protestanccy – z Anglii, Szkocji, Niemiec, USA. – Katolików było najmniej. Katolickie dogmaty – na przykład o grzechu pierworodnym czy Bogu wcielonym w człowieka niespecjalnie trafiają do Chińczyka. On jest z natury bardzo pragmatyczny, dlatego bardziej może do niego przemawiać etos protestancki z kultem ciężkiej pracy. Konsul opowiada anegdotę, jaka jest różnica między Chińczykiem a Malajem, a ściślej między trzema Chińczykami a trzema Malajami. Jeden Malaj śpi, a jeden Chińczyk się uczy; dwóch Malajów śpi lub się modli, a dwaj Chińczycy o coś grają, czyli ćwiczą umysł; trzech Malajów śpi albo się modli, a trzej Chińczycy zakładają firmę. Chrześcijaństwo było zawsze postrzegane w Chinach jako wpływ obcy – zgadza się Bajer z prof. Tomalą – choć przyznaje, że w pierwszych latach XX w. w obliczu ciężkiej niewydolności cesarstwa chińskiego część elit odrzuciła wręcz chińską spuściznę kulturową, a chciała przyswajać Chinom myśl zachodnią, w tym wiarę chrześcijańską. Chrześcijaninem był Czang Kaj-szek, przywódca nowoczesnego nacjonalizmu chińskiego, który przegrał z komunistami i wycofał się wraz ze swoją armią na Tajwan. Przyswojenie chrześcijaństwa Chinom ostatecznie się nie powiodło. – Bo co innego cienka warstwa inteligencji, a co innego wielkie masy ludowe. Mao Zedong powiedział dalajlamie w 1954 r., że religia to trucizna– mówi Bajer. Skoro trucizna – trzeba było się bronić. Komuniści niszczyli świątynie, klasztory, obiekty kultu różnych wiar, z podobnym rewolucyjnym zapałem prześladowali, więzili i mordowali duchownych i wyznawców. Partia rosła w siłę, konkurencji żadnej nie miała, więc setki milionów Chińczyków wierzyły teraz w komunizm. Wielu z nich bynajmniej nie pod przymusem, lecz z najszczerszego wewnętrznego przekonania. – Chińczyk może być buddystą i taoistą – opowiada prof. Tomala. – Jak dziś mówi, że jest chrześcijaninem, to należy mu wierzyć. Ale Chińczycy zmieniają wiarę w zależności od sytuacji. Jako młodzi mogą być buddystami, potem często przechodzą na taoizm, a potem i w chrześcijaństwie mogą szukać odpowiedzi. Atrakcyjność chrześcijaństwa w Chinach XXI w. przypomina nieco sytuację w radzieckiej Rosji. Kiedy komunizm się tam wypalał, a prześladowania za wiarę nie były już tak surowe jak za Lenina i Stalina, wśród inteligencji obudziło się żywe zainteresowanie katolicyzmem. Rodzime prawosławie uważano za antynowoczesne i podporządkowane komunistom. Za to katolicyzm był oknem na duchowy świat Zachodu postrzegany jako raj utracony. – Wielu akademików i intelektualistów chińskich interesuje się chrześcijaństwem nie z powodów kościelnych czy religijnych, lecz etycznych – zaznacza o. Malek. – Podstawowe pytania, jakie stawia sobie współczesny człowiek – po co ja żyję? Po co ten szalony rozwój gospodarczy Chin? Czym się to wszystko skończy? – nie znajdują odpowiedzi w konfucjanizmie, buddyzmie czy taoizmie, bo te systemy nie mają takiej etycznej orientacji. Chrześcijaństwo – tłumaczy o. Malek – stało się atrakcyjne dla ludzi myślących o przyszłości i przeznaczeniu Chin, ale niezwiązanych z jakimkolwiek kościołem. Młodzi chińscy uczeni odkryli współzależność między rozwojem gospodarczym i społecznym a etycznymi fundamentami. Dostrzegli, że modernizacji świata zachodniego towarzyszyło chrześcijaństwo. Część chińskich elit interesuje się więc chrześcijaństwem jako systemem wartości odnoszącej sukcesy cywilizacji że chińska droga do kapitalizmu i demokracji potrzebuje etycznej busoli i liderów mających do zaproponowania coś więcej niż kult dorabiania się. A co z masami? Niedawno na zaproszenie misjonarzy werbistów odwiedziła Polskę grupa chińskich katolików. Jeden z nich, ks. Liu Xiu Hua, tak tłumaczy powody przechodzenia na katolicyzm: –Młodzi Chińczycy mają mnóstwo kłopotów, uważają, że chrześcijaństwo pomoże im zrozumieć, dokąd zmierzają, że doprowadzi ich do podobnego dobrobytu jak na Zachodzie. Wierzyłem w taoizm, myślą sobie, ale to nic nie zmieniło w moim życiu, może mi się poprawi, jak zostanę katolikiem. Motywacja taka może nie brzmi zbyt budująco dla żarliwego katolika zachodniego, ale nie samą etyką i duchowością żyje człowiek. Tak czy owak, ruch w aksjologicznym interesie jest w Chinach duży. Sensację wywołały w tym roku wyniki badań dwóch socjologów szanghajskich, Tong Shijuna i Liu Zhongu, na reprezentatywnej próbce 4,5 tys. osób. Obraz odbiega daleko od propagandowego, zgodnie z którym większość Chińczyków nie okazuje żadnego zainteresowania religijnością. Według szanghajskich uczonych, aż 300–400 mln Chińczyków uważa się za ludzi wierzących; w grupie wiekowej do 16 roku życia odsetek przyznających się do religii przekracza 31 proc. Chrześcijaństwo jest naturalnie w mniejszości, ale w warunkach chińskich oznacza to jednak miliony wiernych. I znów dane oficjalne rozjeżdżają się mocno z wynikami badań socjologów. Według źródeł rządowych, chrześcijan różnych wyznań było w 2005 r. ok. 16 mln, według socjologów – ok. 40 mln, a to już ok. 10 proc. całej populacji osób religijnych – żaden egzotyczny margines. Najsilniejszy wzrost religijności, nie tylko chrześcijańskiej, odnotowano wśród ludzi młodych. Szanghajscy profesorowie komentują swoje ustalenia jako dowód, że religia służy harmonijnemu i stabilnemu rozwojowi społecznemu. – W Chinach wszystko jest dziś dozwolone – podkreśla prof. Tomala – byle nie mówić: precz z partią!Wtóruje jej konsul Bajer: – W dużych księgarniach można kupić chiński przekład Biblii, nawet specjalne wydanie obrazkowe dla dzieci. Podobnie Koran i dzieła kanonu buddyjskiego. Ale państwo musi wiedzieć, co się dzieje – jeśli powstaje jakaś struktura poza kontrolą państwową, traktowana jest podejrzliwie. Chińska elita władzy jest w sprawie religii podzielona. W partii ścierają się liberałowie, pragmatycy, dogmatycy. Ci ostatni bynajmniej nie są zachwyceni powrotem religii. Tymczasem z danych oficjalnych wynika, że aż 20 mln członków partii, jedna trzecia, przyznaje się do kontaktów z jakąś formą religijności. 10,6 mln chrześcijan to członkowie Komunistycznej Partii Chin, a corocznie do Kościołów katolickiego lub protestanckiego wstępuje ok. 300 tys. osób. Oficjalna polityka religijna partii komunistycznej opiera się na tzw. czterech nie (si bu) i pięciu zakazach (wu buzhun). Nie wolno zatem podporządkowywać się ani uzależniać od jakiejkolwiek organizacji religijnej, wchodzić w jakiekolwiek układy z takimi organizacjami międzynarodowymi ani w nich działać, jeśli mają charakter polityczny. Nie wolno pod pozorem religii agitować w sprawach społecznych i politycznych ani werbować wiernych wśród członków partii, w strukturach państwa i wymiaru sprawiedliwości. Zakazów wymierzonych w religie jest więcej, ale chaos transformacji często zamienia je w świstek papieru. Według danych partyjnych komisji kontroli i kadr, w chrześcijańskich ceremoniach religijnych bierze regularnie udział ok. 5 mln komunistów, a nawet całe organizacje partyjne. Niektórzy wyżsi rangą aparatczycy miewają nawet własne prywatne kaplice, aby nie dać się przyłapać towarzyszom na gorącym uczynku łamania instrukcji partyjnych. Z początkiem roku partia wylała z posady panią Geng Sude, profesor filozofii w wyższej szkole partyjnej w Baoding. Pozwoliła ona na urządzanie w salach wykładowych studiów Biblii pod kierunkiem chińskich protestantów i sama się z nimi związała. Ale w porównaniu z represjami, jakie spadały i wciąż spadają na innych chrześcijan chińskich, panią Geng ukarano łagodnie. Kilka miesięcy temu grupę aktywnych protestantów skazano na trzy lata więzienia, nieposłusznych księży katolickich straszy się represjami i wsadza do aresztu, zamyka się kościoły, konfiskuje literaturę religijną. Katolicy są w szczególnie fatalnej sytuacji, bo podpadają pod kluczowe paragrafy partyjnej polityki religijnej. Kościół rzymski jest organizacją międzynarodową, a centralę i najwyższego szefa ma tysiące kilometrów od Państwa Środka. To czyni z chińskich katolików element bardziej podejrzany od chińskich protestantów, którzy są zdecentralizowani i nie muszą mieć zewnętrznej zgody władz kościelnych na przykład na to, kto będzie biskupem. W komunistycznych Chinach katolicyzm poddano ścisłej kontroli państwa, tak jak dawniej usiłowano to uczynić w komunistycznej Europie. W 1957 r. władze powołały tzw. katolickie stowarzyszenie patriotyczne, czyli Kościół narodowy, który słucha się Pekinu, a nie Watykanu, także w kluczowej dla katolicyzmu sprawie biskupów. Ilekroć dochodzi do ostentacyjnego wyświęcenia chińskiego biskupa „patrioty”, Rzym zgłasza protest, ale – rzecz ciekawa – takiego hierarchy namaszczonego przez partię bez zgody papieża nie ekskomunikuje z automatu. Pokazuje to, że los chińskich katolików leży papiestwu szczególnie na sercu i stara się ono nie zaogniać sytuacji, a jednocześnie zachować twarz. W końcu Jan Paweł II nazwał Azję „wspólnym zadaniem katolików trzeciego milenium”. Zwłaszcza że obok owego oficjalnego Kościoła patriotycznego istnieje w Chinach Kościół podziemny, uznający centralną rolę papieża i Stolicy Apostolskiej. Los tych podziemnych katolików jest do dziś trudny, a za czasów ortodoksji maoistycznej graniczył z męczeństwem (POLITYKA 16/05). Kto zrywał z Rzymem, był tolerowany, kto zachował lojalność wobec głowy Kościoła, trafiał do więzienia lub obozu reedukacyjnego, gdzie wbijano do głowy prawdziwy chiński patriotyzm. Zdaniem o. Malka, podział na Kościół oficjalny i podziemny już nie przystaje do rzeczywistości. –Podziemie jest publiczne, co oznacza, że mamy do czynienia ze strukturą nielegalną, ale działającą publicznie i masowo, to nie są katakumby. Podział polega raczej na stosunku do komunizmu niż do papieża. Ci, którzy nie tolerują współpracy księży z władzami, to Kościół podziemny. Jaki jest układ sił między obiema strukturami? Kościół patriotyczny ma ok. 60 biskupów i ok. 1,8 tys. księży, podziemny – ok. 40 biskupów i około tysiąca księży. Chińskich protestantów różnych wyznań jest ok. 15–17 mln; do początku lat 80. rozprowadzono w Chinach ponad 40 mln egzemplarzy Biblii. W 1982 r. na fali zmian przyjęto nową konstytucję gwarantującą wolność religijną. – Od tego czasu chrześcijaństwo zaczęło się odbudowywać – opowiada o. prof. Malek. – Wypuszczono z więźnień i łagrów biskupów, księży i siostry zakonne. Zaczęło się od prostych spraw, jak odzyskiwanie kościołów, renowacje, wskrzeszanie seminariów duchownych i klasztorów, a wszystko to było dziełem ludzi, którzy spędzili po 30 lat w komunistycznych więzieniach. W efekcie chrześcijaństwo jest dziś w Chinach znacznie większą wspólnotą niż na początku ChRL, w 1949 r. liczbę katolików szacowano na niecałe 4 mln. Werbista podkreśla, że chrześcijaństwo przetrwało głównie dzięki samym rdzennym Chińczykom, bo przez długie lata misjonarze zagraniczni mieli zakaz ewangelizacji w Chinach. Teraz sytuacja się paradoksalnie komplikuje: ewangelizować wolno, ale czynią to dziś często świeccy, nawracający całe wioski bez wiedzy i zgody lokalnych i centralnych władz Kościoła. – Chiny były jednym z priorytetów Jana Pawła II, choć popełnił on pewne błędy, jak na przykład kanonizacja 120 chińskich katolików męczenników – stwierdza o. Malek. – Po Benedykcie XVI nie spodziewam się długofalowej polityki, obecny papież raczej celuje na utrzymanie status quo. Papież Polak pielgrzymki do Chin nie odbył, nie odbędzie jej zapewne i Benedykt, chyba żeby Stolica Święta zerwała stosunki dyplomatyczne z Tajwanem, a nawiązała z Pekinem. Na razie jednak Chiny nadal szukają swego tao. – Dla Chińczyka najważniejszym bogiem stał się bóg bogactwa – mówi prof. Tomala – i to do niego się dzisiaj modlą. Różnice Między Prawosławiem A Katolicyzmem. Różnice między katolicyzmem i prawosławiem w rozważaniach klasycznych i późnych słowianofilów rosyjskich (na przykładzie tekstów iwana kiriejewskiego i nikołaja. Różnica między prawosławnym a katolickim polega na wielu aspektach, takich jak wiara w maryję i akceptacja papieża. Różnice między katolicyzmem, protestantyzmem a
Żydzi i ich sprawy wywołują u wielu ludzi w naszym kraju niemało emocji, dyskusji i polemik. Stosunek do Żydów dzieli ludzi na antysemitów i filosemitów. Ci pierwsi są nastawieni niechętnie, wrogo a nawet nienawistnie do Izraelitów. Nie wszyscy jednak i nie zawsze chcą się przyznać do swej postawy antysemickiej. Nie chcą, aby ich postawę nazywać antysemityzmem i dlatego utrzymują, że nie ma go nawet tam, gdzie według oceny zdrowego rozsądku wyraźnie występuje. Filosemici zaś żywią uczucie przyjaźni i sympatii do Żydów. To pozytywne nastawienie nie jest wolne od niebezpieczeństwa przeradzania się w skrajność, w której dostrzega się tylko pozytywne cechy charakteru Żydów, a nie zauważa negatywnych. Tymczasem obserwacja i zdrowy rozsądek mówią, że Żydzi podobnie jak inne narody mają zarówno swoje zalety, jak i swoje wady. Niestety, niechęć, uprzedzenia i wrogość, którymi jest obciążona postawa antysemitów, utrzymują człowieka w fałszu i uniemożliwiają szukania obiektywnej prawdy o nich. Antysemityzm nie może być traktowany jako normalne zjawisko społeczne, lecz jako patologia, którą należy leczyć, podając obiektywną prawdę o Żydach, gdyż tylko ona może przyczynić się do ułożenia właściwych stosunków między nimi i innymi narodami, a zwłaszcza między nimi a nami, chrześcijanami. Już samo istnienie nieżyczliwości, uprzedzeń i wrogości do Żydów, może stanowić wystarczającą rację katechezy, która ma pomóc uchronić młodzież od wymienionej postawy negatywnej, a ukształtować nastawienie pozytywne. Bardzo przydałoby się poznanie, uwarunkowań i mechanizmów politycznych, społecznych, gospodarczych, kulturowych, narodowościowych, nastawienia negatywnego między Żydami i Polakami. Ale w jednej lub nawet w dwóch katechezach na to nie ma czasu. W katechezie ograniczamy się do ukazania w aspekcie religijnym stosunków między Żydami i chrześcijanami, które również były nacechowane w ciągu wieków wzajemną nieżyczliwością, uprzedzeniami, wrogością i nietolerancją. Fakt, że również wśród chrześcijan istniało i nadal się utrzymuje nastawienie do Żydów niezgodne z ewangeliczną miłością i duchem Chrystusa wskazuje na potrzebę katechezy, która przedstawia judaizm i stosunek do niego chrześcijaństwa w świetle nauki Soboru Watykańskiego II i nauczania posoborowego w Kościele katolickim. Trzeba podkreślić, że nauczanie soborowe i posoborowe o Żydach i o związku judaizmu z chrześcijaństwem zawiera wiele nowych elementów, które zmuszają do rewizji poglądów i postaw istniejących dotychczas u chrześcijan. Katecheza natrafia nie na pustkę, lecz na poglądy i postawy, które trzeba prostować, tłumaczyć i nieraz całkowicie zmieniać przynajmniej u części katechizowanych. II Sobór Watykański mówiąc o stosunku Kościoła do Żydów i judaizmu, oświadcza: "Niechże więc wszyscy dbają o to, aby w katechezie i głoszeniu Słowa Bożego nie nauczali niczego, co nie licowałoby z prawdą ewangeliczną i duchem Chrystusowym" (DRN 4). Powołana przez papieża Pawła VI w 1974 r. Komisja Stolicy Apostolskiej do Spraw Stosunków Religijnych z Judaizmem już w roku swego powstania ogłosiła Wskazówki i sugestie w sprawie wprowadzenia w życie deklaracji soborowej "Nostra aetate" nr 4. Mówi w nich: "Po dwóch tysiącleciach, naznaczonych zbyt często obustronną niewiedzą, lecz także licznymi starciami, deklaracja Nostra aetate stała się okazją do rozpoczęcia lub rozwinięcia dialogu, zmierzającego do lepszego wzajemnego poznania. W ciągu minionych dziewięciu lat w różnych krajach podejmowano liczne inicjatywy. Pozwoliły one lepiej określić warunki, w jakich mogą wytworzyć się i rozwijać nowego rodzaju stosunki pomiędzy Żydami i chrześcijanami"1. Trzeba podkreślić, że przytoczony tekst postulowane stosunki między Żydami i chrześcijanami nazywa wyraźnie nowymi, a więc takimi, jakie dawniej nie istniały. Na miejsce obustronnej niewiedzy i licznych starć ma przyjść lepsze wzajemne poznanie i dialog. To wyraźnie wskazuje na potrzebę katechezy o judaizmie, która ma służyć pomocą w rozwoju nowych stosunków między chrześcijanami i Żydami. Wspomniana Komisja wydała w 1985 r. nowe wskazania do właściwego przedstawiania problemów judaizmu pt. Żydzi i judaizm w głoszeniu Słowa Bożego i katechezie Kościoła katolickiego. W zakończeniu tego dokumentu stwierdza: "Nauczanie religijne, katecheza i głoszenie Słowa Bożego muszą wychowywać nie tylko do obiektywności, sprawiedliwości i tolerancji, lecz także do zrozumienia i dialogu. Nasze obie tradycje zbyt są sobie bliskie, aby się wzajemnie nie doceniać. Konieczne jest zachęcanie do wzajemnego poszanowania się na wszystkich szczeblach. Stwierdza się w szczególności żenującą ignorancję w dziedzinie historii i tradycji judaizmu i czasem wydaje się, że jedynie aspekty negatywne, a często karykaturalne, składają się na ogólną wiedzę wielu chrześcijan"2. Gdy za mało istnieje obiektywnego i sprawiedliwego spojrzenia na Żydów i ich sprawy, a tolerancja względem nich i wiedza o nich też nie wystarczają do zrozumienia i dialogu, na którym powinny się opierać stosunki między chrześcijanami i Izraelitami, widoczną staje się konieczność katechezy o judaizmie i jego związku z chrześcijaństwem. Ten związek jest tak silny, że pozwolił biskupom niemieckim w 1980r. swoją Deklarację o stosunku Kościoła do judaizmu zacząć od nieco szokującego stwierdzenia: "Kto spotyka Jezusa Chrystusa, spotyka judaizm". Jan Paweł II w przemówieniu do przedstawicieli wspólnoty żydowskiej podczas pielgrzymki apostolskiej do RFN w 1980 r. nawiązał do tego zdania i powiedział, że czyni je swoim, czyli zupełnie zgadza się z Żydzi w Polsce Powszechnie uważa się, że Żydzi zjawili się w Polsce już w okresie tworzenia się państwowości polskiej, a więc w wieku X. Pierwsi przybyli kupcy żydowscy. "Jednym z nich był autor pierwszej obszernej relacji o Polsce Ibrahim Ibn Jakub, który latem 965 lub 966 odbył podróż w celach handlowych i dyplomatycznych z rodzinnego miasta Toledo w opanowanej przez Arabów Hiszpanii do Cesarstwa Niemieckiego i krajów słowiańskich"4. Z końca XI wieku mamy już wiadomości źródłowe o osadnictwie żydowskim w Polsce. Zwiększony napływ Żydów nastąpił głównie wtedy, gdy byli prześladowani (od XII do XV w.) w Europie Zachodniej. Doświadczali tam zarówno pogromu w rozruchach antyżydowskich, jak i wygnania. W XIII wieku wypędzono Żydów z Anglii, w XIV z Francji, w XV z Hiszpanii. Prześladowani i wypędzani znajdowali swe schronienie w Polsce, która stała się głównym ośrodkiem kultury żydowskiej i największym skupiskiem Żydów w świecie. W odróżnieniu od innych krajów europejskich Żydzi na ziemiach polskich cieszyli się dużą tolerancją, co nie wykluczało pojawienia się w niektórych miastach sporadycznych rozruchów antyżydowskich, które jednak nie przeradzały się w wystąpienia przeciw Żydom na szerszą skalę. "Według zachowanych Źródeł pierwsze gminy na ziemiach polskich zorganizowano w Kaliszu i Płocku (XIII w.) oraz w Poznaniu. Z XIV w. płyną wiadomości o założeniu samorządu żydowskiego w Krakowie, Sandomierzu i we Lwowie"5. Do wzmożonego osadnictwa żydowskiego przyczyniło się życzliwe przyjęcie wygnańców przez Kazimierza Wielkiego oraz zapewnienie im opieki królewskiej. Przed rozbiorami Żydzi stanowili już siedem procent ogółu ludności Polski i Litwy, co w liczbie bezwzględnej wynosiło prawie dwa miliony ludzi wyznania Mojżeszowego. Z biegiem wieków procent ludności żydowskiej na ziemiach polskich nie malał, lecz wzrastał. Przed drugą wojną światową prawie dziesięć procent ludności państwa polskiego stanowili Żydzi, czyli w liczbie bezwzględnej około trzy miliony trzysta tysięcy. Po zagładzie (szoah, holokaust - całopalenie) przez hitlerowców około pięciu milionów Żydów, w tym około trzech milionów z Polski, pozostało ich w naszym kraju zaraz po wojnie około stu tysięcy. Na skutek emigracji do Izraela i do innych krajów liczbę Żydów w Polsce w latach dziewięćdziesiątych szacuje się na kilkanaście tysięcy. Wydawać by się mogło, że przy tak małej liczbie, nawet gdyby się ją posunęło do najwyższej granicy realnej, problem żydowski w Polsce powinien należeć do przeszłości i nie zajmować umysłów jako aktualny. A jednak nie jest sprawą tylko przeszłości i nie przestaje interesować części Polaków jako zagadnienie uważane za bardzo aktualne, a nie tylko historyczne. Żydzi przez wieki, a szczególnie przed drugą wojną światową, stanowili w Polsce pokaźną mniejszość narodowościową i wyznaniową. Niemal co dziesiąty mieszkaniec Polski był Żydem. A "ludność żydowska w Polsce międzywojennej reprezentowała wszystkie cechy, które w świetle dzisiejszej wiedzy socjologicznej o mniejszościach narodowych uznaje się za zwiększające dystans interetniczny. Wykazywała silne poczucie odrębności, odznaczała się odmienną niż większość ludności religią, kulturą i obyczajem, żyła w skupiskach terytorialnych, była w swej masie biedna i skoncentrowana w zawodach łatwo wzbudzających ludzką niechęć (kupiectwo)"6. Bogactwo zaś części Żydów również służyło podtrzymywaniu dystansu w stosunku do ogółu biednej ludności polskiej. Budziło w niej niechęć, a nawet gniew i zazdrość (jak dzisiaj wobec Cyganów). Te czynniki społeczno-ekonomiczne połączone z ksenofobią, czyli strachem przed obcymi, zwiększały nastroje antyżydowskie. Żydzi byli inni przez odmienność swego stroju, modlitwy, nabożeństw, świątyń i w ogóle swego sposobu życia. Wszyscy w chrześcijańskich krajach odpoczywali i świętowali w niedzielę, a oni jedynie w sobotę. Ta inność żydowska przy braku tolerancji dla odmienności nasuwała myśl, że są na pewno gorsi niż chrześcijanie i Polacy. Wiele mniejszości narodowych i narodów podbitych poparło rewolucję rosyjską w 1917 r., ale Polacy najłatwiej dostrzegli wśród nich Żydów, chociaż to poparcie nie było zjawiskiem specyficznie żydowskim. Psychologia społeczna świadczy, że przy zagrożeniu państwa i narodu lub przy niepowodzeniach często mniejszość narodowa skupia na sobie gromy, zwłaszcza gdy choćby tylko niektórzy z niej stanęli po stronie przeciwnej. W wojnie polsko-radzieckiej w 1920 r. Żydzi stanowili tylko część wśród tych, którzy stanęli przeciwko Polakom, ale właśnie ich dostrzegano bardzo wyraźnie w Polsce. Mniejszość narodowa znajduje się zwykle w pozycji słabszego, dlatego łatwiej było pomstować na Żyda Feliksa Kona niż na polskiego szlachcica Feliksa Dzierżyńskiego, chociaż obaj należeli do tego samego Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski w Białymstoku w 1920 Podobnie w okresie międzywojennym nie jedynie Żydzi, nie wszyscy z nich i nawet nie większość ich tworzyła ruchy kontestujące ustrój Polski z pozycji lewicowych. Wielu jednak Żydów działało w tych ruchach, które dostrzegano jako bardziej żydowskie, niż istotnie były, co uderzało w Izraelitów, służyło Polakom do walki z nimi. "W drugiej połowie lat trzydziestych, w wyniku wielkiego kryzysu, doszło do zaostrzenia walki gospodarczej z mniejszością żydowską, zwiększenia nienawiści do Żyda jako kupca, rozładowania społecznych frustracji kosztem mniejszości żydowskiej. Wtedy przyszły walki o stragany, getto ławkowe na uczelniach, numerus clausus w niejednej instytucji, eliminowanie Żydów z wielu stowarzyszeń społecznych bądź zawodowych oraz wypadki czynnych agresji przeciw Żydom (najgłośniejsza w Przytyku koło Radomia w 1936 r.)"8. W tych akcjach nie tylko bojkotowano kupowanie u Żydów i sprzedawanie im, ale również niszczono sklepy Żydów, znieważano ich, a nawet bito, np. "od maja 1933 do sierpnia 1936 r. żydowskie gminy wyznaniowe zarejestrowały 1289 poranionych Żydów"9. Akcje antyżydowskie urządzano przeważnie po hasłem: "Żydzi do Palestyny". Chodziło o to, aby ich zmusić do emigracji z Polski. Trzeba jednak pamiętać, że w całym okresie międzywojennym ludność żydowska w Polsce miała zapewnioną swobodę posiadania własnego samorządu, życia religijnego, kulturowego i szkolnictwa oraz działalności politycznej z własną reprezentacją parlamentarną. Różne polemiki i niejednokrotnie brak obiektywnej oceny wywołują wśród ludzi stosunki polsko-żydowskie w czasie okupacji hitlerowskiej w Polsce. Obiektywnie nie można utrzymywać, że wszyscy Polacy pomagali Żydom w sposób wystarczający, w taki, jaki leżał w ich możliwościach, i że nikt z nich nie działał przeciwko nim. Różne wtedy były zachowania ludzi od podłości po bohaterstwo. Jest faktem bezspornym, że tysiące Żydów swe ocalenie od zagłady hitlerowskiej zawdzięczało pomocy Polaków, za którą okupant karał śmiercią. Liczbę Żydów ocalałych na ziemiach Polski dzięki ukrywaniu przez Polaków oraz przez pobyt w partyzantce i tych niewielu, którzy przeżyli obozy, różnie szacują historycy: od czterdziestu tysięcy do ponad stu tysięcy10. Po wojnie wielu Żydów będąc na stanowiskach państwowych i partyjnych utrwalało w Polsce narzucony siłą ustrój socjalistyczny, zwracając Polaków przeciwko sobie jako jednostkom i jako narodowi. Nie wszyscy Żydzi jednak chcieli budować ten ustrój. Niektórzy myśleli przede wszystkim o wyjeździe z Polski do Palestyny lub innego kraju. Część zaś przyłączało się do budowy nowego ustroju po to, by z żydostwa się "wyzwolić", by stworzyć społeczeństwo, w którym narodowość mało się liczy11. Najstraszniejszym i najgłośniejszym przejawem tendencji antyżydowskich był program kielecki w 1946 r., w którym według ówczesnych danych zginęło czterdziestu i rannych zostało trzydziestu sześciu Żydów. Przyjmuje się, że była to prowokacja, chociaż nieznani są jej sprawcy, ale to nie zmienia faktu, że ewentualni prowokatorzy napotkali społeczny odzew, co wytworzyło fatalną atmosferę dla Żydów w Polsce, których na skutek emigracji ze Związku Radzieckiego było ćwierć miliona i przyczyniło się do szybkiej emigracji stupięćdziesięciu tysięcy ludzi. Ludność polska częściowo potępiła zbrodnię kielecką, ale część prasy w kraju i za granicą tłumaczyła ją jako wyraz tradycyjnego antysemityzmu. Pomimo, że nie ma wielu dziesiątek tysięcy Żydów w Polsce, sprawy z nimi związane pozostają w dalszym ciągu aktualne w przekonaniach i postawach niektórych Polaków. Poza wymienionymi już uwarunkowaniami warto jeszcze wspomnieć o jednej ich przyczynie. Jest nią spiskowa teoria historii, która ma "uzasadniać" antysemityzm. Nauka jej nie przyjmuje, ale niektórym ludziom ona odpowiada. W myśl tej "teorii" dominującą rolę w życiu społecznym odgrywają spiski - nie ruchy społeczne, nie idee i obyczaje, nie instytucje ale grupy osób, które wszystkim manipulują. Stosunkowo często Żydom przypisuje się rolę wszechpotężnych spiskowców, mogą to być również masoni, komuniści i wreszcie różnego rodzaju agenci. Wyznawca tej teorii nie wierzy w autentyczność i spontaniczność życia społecznego, wszędzie wietrzy spisek i manipulację. Twierdząc, że np. «Żydzi rządzą światem» (albo nim subtelnie manipulują), nawet nie pyta jacy Żydzi, bo nie bierze pod uwagę ich ogromnego zróżnicowania ani realnych możliwości w zestawieniu z innymi manipulantami"12. Nowe stosunki między chrześcijanami i Żydami Problem stosunków między Żydami i chrześcijanami dotyczy Kościoła jako takiego, skoro właśnie "badając swą własną tajemnicę" spotyka się z tajemnicą Izraela. Problem ten nie traci więc znaczenia w tych regionach, gdzie nie ma wspólnoty żydowskiej. Posiada on także wymiar ekumeniczny: powrotu chrześcijan do źródeł i początków ich wiary, zaszczepionej na Starym Przymierzu, przyczynia się do poszukiwania jedności w Chrystusie, kamieniu węgielnym"13. Wychodzi więc daleko poza nasze polskie uwarunkowania stosunku do Żydów. Posiada charakter ogólnokościelny i ma znaczenie głęboko religijne, a nie tylko narodowe, kulturowe i społeczne. "Sobór Watykański II wyznaczył nowy etap w relacjach pomiędzy Kościołem a wyznawcami innych religii. (...) Ta nowa postawa przybrała nazwę dialogu". Przytoczony tekst jest urzędową wypowiedzią Sekretariatu dla Niechrześcijan, wśród których najbardziej związani z Kościołem są wyznawcy judaizmu (KK 16, DRN 4). Kościół w swoim nauczaniu soborowym i posoborowym obejmuje stosunek do Żydów w przeszłości, teraźniejszości jak również przyszłości. Szczególnie wymowne są w tym względzie słowa deklaracji soborowej: "Kościół, który potępia wszelkie prześladowania, przeciw jakimkolwiek ludziom zwrócone, pomnąc na wspólne z Żydami dziedzictwo, opłakuje - nie z pobudek politycznych, ale pod wpływem religijnej miłości ewangelicznej akty nienawiści, prześladowania, przejawy antysemityzmu, które kiedykolwiek i przez kogokolwiek kierowane były przeciw Żydom" (DRN 4). Zarówno nauczanie nie zawsze zgodne z prawdą Ewangelii, jak i czyny idące za nim, skłoniły Kościół na Soborze Watykańskim II, aby w deklaracji Nostra aetate (DRN 4) stanowczo odciął się od utartego patrzenia na Żydów i nakreślił odważnie ramy nowego widzenia wyznawców religii Mojżeszowej. "W dziejach stosunków chrześcijan z Żydami istniała obok antyjudaizmu także niechęć praktyczna. Na ogół przeważał nieprzychylny wizerunek Żyda, utrwalony i powielany w teologii "Żydów błądzących" czy "Żyda tułacza" i w oskarżeniach o Bogobójstwo. Jedno i drugie, stanowiąc elementy składowe zjawiska, które Jules Isaac nazwał nauczaniem pogardy, miało wpływ na decyzje Kościoła, popularne przepowiadanie i praktyczne rozstrzygnięcia chrześcijańskich władców. Nie można się uchylić od pytania, czy teologiczny antyjudaizm, przedstawiający Żydów jako odrzuconych albo przeklętych przez Boga, nie osłabił wrażliwości chrześcijan na niedolę i dramaty żydowskich współbraci, a nawet czy nie był - wbrew własnym intencjom - pożywką dla filozofii i ideologii ziszczonej w ludobójstwie nazistów"15. Jan Paweł II w Przemówieniu do przedstawicieli wspólnoty żydowskiej podczas pielgrzymki apostolskiej do Austrii w 1986 r. powiedział: "Nie ma żadnego teologicznie umotywowanego uzasadnienia usprawiedliwiającego akty dyskryminacji czy prześladowania Żydów. W rzeczy samej takie czyny muszą być uważane za grzeszne"16. A jednak wbrew nauce Kościoła antysemityzm istnieje jeszcze u wielu wyznawców Chrystusa. Postawy antysemityzmu nie wykorzeniła deklaracja soborowa Nostra Aetate (DRN) i kilka dokumentów posoborowych tłumaczących jej sens i domagających się wprowadzenia w życie, oraz nauczanie ostatnich papieży, szczególnie Jana Pawła II, który do połowy 1990 r. wypowiadał się ponad sześćdziesiąt razy o Żydach i o judaizmie. W przemówieniu do przedstawicieli Amerykańskiego Komitetu Żydów powiedział w 1985 r.: Antysemityzm, który niestety wciąż pozostaje problemem w różnych miejscach świata, był wielokrotnie potępiany przez tradycję katolicką jako postawa nie dająca się pogodzić z nauką Chrystusa i poczuciem szacunku należnego godności mężczyzn i kobiet, stworzonych na obraz i podobieństwo Boga. Raz jeszcze chciałbym wyrazić pogląd Kościoła katolickiego, który odrzuca wszelkie formy ucisku i prześladowania, wszelką dyskryminację ludzi - bez względu na przyczyny, z jakich mogłaby się ona zrodzić dyskryminację «prawną lub faktyczną, ze względu na rasę, pochodzenie, kolor skóry, kulturę, płeć czy religię» (Octogesima adveniens, 16)"17. Z tekstu wynika, że nie ma takiej przyczyny, która by mogła usprawiedliwiać antysemityzm. Trzeba zauważyć, że Jan Paweł II mówiąc o istotnej zmianie i poprawie stosunków między Żydami a chrześcijanami dzięki Soborowi Watykańskiemu II i jego uroczystej deklaracji Nostra Aetate (DRN)18, powołuje się także na wcześniejsze potępienia antysemityzmu: "Przypomnę tu przede wszystkim wyraźne potępienie antysemityzmu dekretem Stolicy Apostolskiej z roku 1928, gdzie jest powiedziane, że Stolica Apostolska jak najostrzej potępia nienawiść wobec narodu żydowskiego, "ową nienawiść, którą zwykło się dzisiaj określać mianem antysemityzmu". Takie samo potępienie wyraził też papież Pius XI w roku 1938"19. Należy zaznaczyć, że potępienia antysemityzmu przez Kościół w dawnych czasach wynikały z chrześcijańskiej miłości bliźniego. Nie miały jednak podstaw teologicznych, jakich dostarcza deklaracja soborowa i nauczanie posoborowe Kościoła. Deklaracja soborowa (DRN) ukazuje nowe ujęcie związków Kościoła z judaizmem, dzięki któremu Jan Paweł II przyjął za własne cytowane już stwierdzenie biskupów niemieckich z 1980 r.: "Kto spotyka Jezusa Chrystusa, spotyka judaizm". "Stosunki chrześcijańskożydowskie nie są więc dla Kościoła czymś marginalnym, lecz przynależą do jego misji i powołania"20. Tę więź między Kościołem i judaizmem szczególnie mocno podkreślił Jan Paweł II podczas swej wizyty w rzymskiej Synagodze Większej w 1986 r.: "Wgłębiając się we własną tajemnicę, Kościół Chrystusowy odkrywa więź łączącą go z judaizmem (Nostra aetate, 4). Religia Żydowska nie jest dla naszej religii rzeczywistością zewnętrzną, lecz czymś wewnętrznym. Stosunek do niej jest inny aniżeli do jakiejkolwiek innej religii. Jesteście naszymi umiłowanymi braćmi i - można powiedzieć - naszymi starszymi braćmi. Po drugie, Sobór podkreślił, że nie można Żydom jako narodowi przypisywać żadnej dziedzicznej i zbiorowej winy za to, co popełniono podczas męki Jezusa (por. Nostra aetate, tamże). Nie można jej przypisywać wszystkim bez różnicy Żydom wówczas żyjącym ani Żydom dzisiejszym. Nie ma więc żadnych podstaw do jakiejkolwiek rzekomo teologicznie usprawiedliwionej dyskryminacji czy - co gorsza - prześladowań Żydów"21. Więź między Kościołem i judaizmem ujawnia się także według deklaracji soborowej w dziedzictwie duchowym wspólnym chrześcijanom i Żydom. Tym dziedzictwem jest przede wszystkim Biblia Starego Testamentu i zawarte w niej Objawienie Boga, a także późniejsze, w czasie po Chrystusie, jej wyjaśnienia w tradycji żydowskiej. łączy nas tak wiele tradycji religijnych, liturgicznych i etycznych. Więź i wspólne dziedzictwo sprawiają, że "święty Sobór (...) pragnie ożywić i zalecić obustronne poznanie się i poszanowanie, które osiągnąć można zwłaszcza przez studia biblijne i teologiczne oraz przez braterskie rozmowy" (DRN 4). To wezwanie soborowe staje się zrozumiałe, gdy się wie, jak wielka była obustronna niewiedza i wzajemne uprzedzenia w tym względzie. Teologowie chrześcijańscy nie zajmowali się dziełami klasycznego judaizmu i osiągnięciami teologii żydowskiej. Podobnie religijni myśliciele żydowscy nie interesowali się myślą chrześcijańską. Jedni i drudzy zachowywali się jak wrogowie, a spuściznę duchową nie swojej religii traktowali jako wrogą oraz niegodną poznania i szacunku. Kilka dokumentów Stolicy Apostolskiej oraz nauczanie papieskie zawarte w dziesiątkach przemówień ukazują nie tylko nowe spojrzenia na judaizm i jego związek z chrześcijaństwem, ale również uczą nowej postawy chrześcijan wobec Żydów, która ma się wyrażać w dążeniu do wzajemnego zrozumienia, do uwalniania się od uprzedzeń, do prowadzenia dialogu, a przede wszystkim do życzliwej miłości. "Dialog zakłada chęć wzajemnego poznania oraz jego rozwijania i pogłębiania. Stanowi uprzywilejowany sposób wzajemnego poznawania się, a w szczególnym przypadku dialogu Żydów i chrześcijan, pogłębiania bogactwa własnej tradycji. Warunkiem dialogu jest szacunek dla drugiego, takiego jakim jest, a szczególnie dla jego wiary i jego przekonań"22. Dialog wymaga przychylności wobec drugiego człowieka, której nie posiadają antysemici. "Dialog jest przede wszystkim stylem działania, postawą i duchem który przyświeca postępowaniu. (...) Taki właśnie dialog winien być normą i stylem całego chrześcijańskiego posłannictwa, a także jego poszczególnych elementów. (...) Posłannictwo, które nie byłoby przeniknięte duchem dialogu, byłoby sprzeczne z wymogami prawdziwego człowieczeństwa i ze wskazaniami Ewangelii. (...) Każdy wyznawca Chrystusa, na mocy swego ludzkiego i chrześcijańskiego powołania wezwany jest do przeżywania dialogu w codziennym życiu, zarówno wtedy, gdy należy do większości, jak i wtedy, gdy stanowi mniejszość"23. Postawa dialogu zatem nie jest czymś dowolnym, co chrześcijanie mogą podejmować lub odrzucać bez sprzeniewierzenia się Ewangelii. Postawa dialogu nie pochodzi z wymysłu ludzkiego, lecz z ducha Ewangelii, w sposób bogatszy odczytanej w naszych czasach. Żydzi przedmiotem miłości Boga Jan Paweł II w cytowanym już Przemówieniu w Synagodze Większej, w Rzymie w r. 1986, powiedział, przypominając słowa Soboru Watykańskiego II: "Niezależnie od tego, jaka jest świadomość Kościoła co do własnej tożsamości, «nie należy przedstawiać Żydów jako odrzuconych ani jako przeklętych, rzekomo na podstawie świętych Ksiąg» Starego czy Nowego Testamentu" (DRN 4)24. W następnym zdaniu, powołując się na Konstytucję dogmatyczną o Kościele (KK 6 ) i na List św. Pawła do Rzymian (11, 2829), papież stwierdził, że Żydzi "pozostają przedmiotem miłości Boga", który ich powołał "wezwaniem nieodwracalnym". W świadomości chrześcijańskiej istnieje przeświadczenie, że Nowe Przymierze wypełnione w Jezusie Chrystusie, zastąpiło dawne Przymierze Synajskie, że skończyło się ono wraz z przyjściem i zbawczym działaniem Mesjasza. A więc przestało być aktualne i mieć funkcję zbawczą, chociaż Żydzi nadal wierzą, że ono ciągle jeszcze trwa. Tymczasem Jan Paweł II w Moguncji 1980 r. powiedział, że dialog chrześcijańsko-żydowski odbywa się między Ludem Bożym nie odwołanego przez Boga Starego Przymierza (por. Rz 11, 29), a Ludem Nowego Przymierza. Jeżeli Stare Przymierze nie zostało odwołane przez Boga, o czym wyraźnie świadczy wypowiedź papieża, to znaczy, że trwa ono do dzisiaj i zachowuje swą aktualność. Trwałość tego Przymierza sprawia, że dialog chrześcijańsko-żydowski "jest zarazem dialogiem wewnątrz naszego Kościoła, jakby pierwszą i drugą częścią jego Biblii"25. "W świetle powyższej wypowiedzi widać, jak bardzo uproszczone są wszystkie wyobrażenia o tym, że Nowe Przymierze w ekonomii zbawienia nie tylko dezaktualizuje, ale wręcz unieważnia wcześniejsze przymierza. Bliższe określenie relacji Starego Przymierza do Nowego należy jednak do najtrudniejszych kwestii teologicznych"26. Spróbujmy jednak głębiej spojrzeć na problem przymierzy. "Stary Testament nie daje nam prostego obrazu jednego przymierza między Bogiem i narodem hebrajskim, ale raczej ukazuje pewien proces czy następstwo przymierzy. Z punktu widzenia biblijnego trzeba powiedzieć, że późniejsze przymierza nigdy nie usuwają ani zastępują wcześniejszych. Otwierają raczej nowe perspektywy i możliwości dla realizacji zbawczego planu Boga Izraela. Przymierze z Abrahamem nie anulowało ani nie zastąpiło przymierza noachickiego, tak jak przymierze z Dawidem nie odwołało obietnic danych Abrahamowi"27. Oczywiście, Nowe Przymierze zawarte przez Chrystusa różni się radykalnie od przymierzy Starego Testamentu. Stanowi ich wypełnienie i jest doskonałym oraz pełnym pojednaniem ludzi z Bogiem. "Wiara w Chrystusa jako jedynego Pośrednika (1 Tm 2, 5) nie upoważnia jednak do uogólnień wyrażających się w słowach: wielu Żydów współczesnych Chrystusowi nie przyjęło Chrystusa jako Mesjasza (J 1, 11), Jerozolima nie poznała czasu swego nawiedzenia (Łk 19, 44), inni jako "nieprzyjaciele Boga" odrzucili Ewangelię (Rz 11, 28), i dlatego Żydzi znajdują się poza wszelkim przymierzem, a w ostatecznej konsekwencji, także poza zbawieniem"28. Wymienione stwierdzenia wyraźnie nie zgadzają się z nauką Soboru Watykańskiego II, który orzeka: "Ci wreszcie, którzy nie przyjęli Ewangelii, w rozmaity sposób przyporządkowani są do Ludu Bożego. Przede wszystkim więc naród, który pierwszy otrzymał przymierze i obietnice i z którego narodził się Chrystus według ciała (por. Rz 9, 4-5), lub dzięki wybraniu szczególnie umiłowany ze względu na przodków, albowiem Bóg nie żałuje darów i wezwania (por. Rz 11, 28-29). (...) Ci bowiem, którzy nie z własnej winy nie znając Ewangelii Chrystusowej i Kościoła Chrystusowego, szczerym sercem jednak szukają Boga i wolę Jego przez nakaz sumienia poznaną starają się pod wpływem łaski pełnić czynem, mogą osiągnąć wieczne zbawienie" (KK 16). Powyższe wypowiedzi świadczą, że pierwsze przymierze i otrzymane obietnice także i dzisiaj zachowują swoje pełne zbawcze znaczenie. Również i dzisiaj religia Izraela stanowi odpowiedź na objawione słowo otrzymane od Boga. "Nie oznacza to oczywiście, że Kościół i judaizm można uznać za dwie paralelne drogi zbawienia. Można jednak obrazowo wskazać, że obydwie religie korzystają ze słońca Bożego Objawienia na własnej drodze zbawienia, chociaż w zrozumieniu chrześcijańskim nie w tym samym stopniu"29. Podkreślanie więzi między chrześcijaństwem i judaizmem nie prowadzi do jakiegoś synkretyzmu lub relatywizmu. Gdy Jan Paweł II mówi o wspólnym dziedzictwie Żydów i chrześcijan oraz wynikającym z tej wspólnoty zbliżeniu, zaznacza: "Zbliżenie to nie ma nic wspólnego ani z jakimś relatywizmem religijnym, ani tym bardziej z utratą tożsamości przez żadną ze stron. (...) Jasność i utrzymanie naszej tożsamości chrześcijańskiej muszą pozostać zasadniczą bazą, jeśli pragniemy nawiązać prawdziwe, owocne i trwałe stosunki z narodem żydowskim"30. Nie sposób w jednej lub dwóch katechezach przekazać młodzieży obszerną wiedzę o judaizmie i relacjach judeochrześcijańskich. Ale to , co przekazujemy niejako szkicowo, musi być podane bezstronnie, rzeczowo i obiektywnie, na co niejednokrotnie w swoim nauczaniu kładzie nacisk Jan Paweł II: Musi dojść do tego, żeby to nauczanie na różnych poziomach formacji religijnej, w katechezie dzieci i młodzieży, ukazywało Żydów i judaizm nie tylko w sposób uczciwy i obiektywny, bez uprzedzeń i bez obrażania kogokolwiek, lecz z większą świadomością ukazywało dziedzictwo, które naszkicowaliśmy powyżej"31. Nauczając, jak rozumieć i przedstawiać judaizm, Jan Paweł II powołuje się nie tylko na deklarację soborową (DRN), ale również na dwa ważne dokumenty z 1974 i z 1985 r., cytowane już w tej pracy, a opracowane przez wspomnianą Komisję Stolicy Apostolskiej do Spraw Stosunków Religijnych z Judaizmem. Dokument z roku 1985 szczególnie wyraźnie określa cele, jakie powinny przyświecać nauczaniu o judaizmie: "Naglący charakter i znaczenie nauczania, które musi być przekazywane na temat judaizmu naszym wiernym, jak również fakt, że musi być ono precyzyjne, obiektywne i dokładne, wiąże się z niebezpieczeństwem antysemityzmu, który zawsze gotów jest pojawić się w różnych formach na nowo. Chodzi nie tylko 0 wykorzenienie z umysłów naszych wiernych resztek antysemityzmu, które jeszcze tu i ówdzie można napotkać, lecz zwłaszcza o pogłębienie, poprzez ten wysiłek wychowawczy, dokładnej znajomości szczególnej "więzi" (por. Nostra aetate, 4), która nas jako Kościół wiąże z Żydami i z judaizmem, oraz o uczenie szacunku i miłości do innych"32 Katecheta nie powinien się przerażać tym, że nie wszystkie cele podane w powyższym cytacie da się osiągnąć na katechezie w klasie trzeciej. Nie można na jednej czy dwóch katechezach osiągnąć zadań zamierzonych dla całej formacji chrześcijańskiej związanej ze stosunkiem do Żydów i judaizmu. Ale przy obiektywnym i uczciwym przedstawieniu problemu można nadać właściwy kierunek wychowania młodych ludzi. U jednych chyba trzeba będzie niektóre poglądy i postawy wobec Żydów i judaizmu sprostować, a innych zabezpieczać przed antysemityzmem i uprzedzeniami, wszystkich zaś ukierunkować na postawę otwartości i życzliwej miłości, aby dzięki temu nastawienie młodzieży do judaizmu i jego wyznawców bało zgodne z duchem Ewangelii a także z prawdą historyczną, która mówi o żydowskich korzeniach chrześcijaństwa. Żydami byli Jezus Chrystus, Najświętsza Maryja Panna, Apostołowie i pierwsi chrześcijanie. I dzisiaj łączy nas wspólne dziedzictwo duchowe. ks. Jan Tomczak SJ 2. KATECHEZA Cel ogólny: Uczniowie poznając głębiej korzenie judaizmu i chrześcijaństwa, winni przezwyciężyć w sobie uprzedzenia wobec Żydów i otworzyć się na poznanie religii i zwyczajów żydowskich. Treść Metody, środki dydaktyczne, formy pracy 1. Bolesne fakty antysemityzmu Cel: Na podstawie występującego zjawiska antysemityzmu uczniowie winni uświadomić sobie konieczność zajęcia się problemem stosunku chrześcijan do religii żydowskiej. Katecheta poleca uczniom, aby w ciszy przyjrzeli się zdjęciu zamieszczonemu w PU, które przedstawia wyprowadzenie Żydów z getta. warszawskiego do obozu zagłady. Jest ono nie tylko dokumentem historycznym, lecz stanowi także symbol losu narodu żydowskiego. Po chwili refleksji katecheta przeprowadza rozmowę z uczniami, z której winno wynikać, że zjawisko antysemityzmu nie jest czymś odosobnionym, ale występowało i nadal występuje w różnej postaci w różnych krajach, także i w Polsce. Katecheta w miarę możności powinien starać się zaktualizować problem, odwołując się do znanych ucz niom wydarzeń. Rozmowa winna prowadzić do postawienia problemu: Refleksja nad zdjęciem- symbolem z PU Rozmowa z uczniami. Postawienie problemu. Jak ocenić to zjawisko antysemityzmu i jaki powinien być nasz stosunek do religii żydowskiej oraz na jakich zasadach winien on się opierać? 2. Wspólne korzenie Cel: Uczniowie winni uświadomić sobie wspólne korzenie judaizmu i Katecheta przybliża uczniom tekst Listu św. Pawła do Rzymian (11, 16b-18) i wyjaśnia w formie krótkiego wykładu jego istotny sens. W tym obrazie wszczepienia dziczki w pień drzewa oliwnego Paweł tłumaczy stosunek Żydów i chrześcijan nawróconych z pogaństwa do nowego ładu w Chrystusie. Katecheta zachęca następnie uczniów, aby spróbowali bliżej określić, co stanowi ten wspólny szlachetny korzeń, w który wszczepione są i z którego czerpią żywotne soki, zarówno judaizm, jak i chrześcijań stwo. Z wypowiedzi uczniów tworzy się zapis na tablicy. W celu potwierdzenia i ewentualnego uzupełnienia tych wypowiedzi można posłużyć się fragmentem Listu Episkopatu Polski wydanym z okazji 25 rocznicy soborowej Deklaracji Nostra aetate. Wprowadzenie do lektury i analizy tekstu biblijnego. szlachetny Odczytanie tekstu biblijnego: M 1. Rozmowa z uczniami. Tworzenie zapisu na tablicy. Odczytanie fragmemu Listu Pasterskiego: M 2. Po zakończeniu tego etapu pracy katecheta dodaje, że istnieją jeszcze dwa źródła wzajemnych powiązań między judaizmem i chrześcijaństwem, zwłaszcza w Polsce. Na oba wskazują biskupi polscy w cytowanym wyżej Liście Pasterskim. Katecheta poleca odczytać najpierw pierwszy tekst, wskazujący na zakorzenienie Kościoła w narodzie żydowskim (Jezus, Maryja, Apostołowie, pierwsi uczniowie wywodzili się z narodu żydowskiego), następnie tekst drugi, mówiący o szczególnych związkach dziejowych Polaków i Żydów. Po odczytaniu tych tekstów przeprowadza rozmowę z uczniami, a wypraco wanymi wspólnie sformułowaniami uczniowie uzupełniają zapis na tablicy. W podsumowaniu katecheta podkreśla, że w świetle tych teologiczno-historycznych rozwalań antysemityzm w chrześcijaństwie jest nie tylko pozbawiony sensu, ale wręcz czynnością samobójczą - odcinaniem się od wspólnego korzenia dającego życie. Rozmowa z uczniami uzupełnienie zapisu na tablicy. Odczytanie fragmentów Listu Pasterskiego: M 3 i M 4. Rozmowa z uczniami. Uzupełnienie zapisu na tablicy. Podsumowanie. Jeśli katecheta uzna za stosowne podejmą tę kwestię uczniowie, że Żydzi są winni śmierci Chrystusa, może odnieść się do innego fragmentu Listu Pasterskiego biskupów polskich, wykazującego bezsens podobnych zarzutów. Podobnie powinien postąpić, gdyby uczniowie wysunęli zarzut dotyczący udziału Żydów w krzywdach wyrządzonych Polakom przez komu nistów. lub Odczytanie fragmentów Listu Pasterskiego : M 5 i M 6. Rozmowa z uczniami. W kierunku wzajemnego poznania się Cel: Uczniowie winni otworzyć się na poznanie religii i kultury żydowskiej. Katecheta przybliża uczniom jeszcze jeden fragment cytowanego Listu Pasterskiego biskupów polskich, wskazującego na zadania chrześcijan wobec Żydów, wynikające ze wspólnych korzeni. Uczniowie winni wypunktować te za dania i umieścić je w zapisie na tablicy. Jak ubogacające może być to spotkanie z kulturą religijną i obyczajami rodzinnymi judaizmu uczniowie mogą poznać z fragmentu wspomnień Belli Chagall, zamieszczonych w PU. Katecheta poleca je odczytać jednemu z uczniów, po czym podejmuje z nimi rozmowę, podczas której zwraca uwagę na pokrewieństwo wielu naszych zwyczajów religijnych i tradycji rodzinnych z żydowskimi (np. podobieństwo nabożeństwa synagogalnego z liturgią słowa w Kościele, zapożyczenia ze zwyczajów rodziny żydowskiej świętującej przy wspólnym stole w chrześcijańskiej liturgii eucharystycznej, podobieństwa w świętowaniu święta Wielkanocy przez chrześci jan i święta Paschy przez Żydów itp). W związku z tym katecheta zachęca uczniów do przeczyta nia w domu jednostki katechetycznej z PU, przedstawiającej w sposób bardziej szczegółowy zagadnienie religii żydowskiej. Na zakończenie może odtworzyć z taśmy (jeśli posiada) piosenkę Szalom lub odmówić z uczniami modlitwę, która jest codzienną modlitwą Żyda. Odczytanie fragmemu Listu Pasterskiego M 7. Rozmowa z uczniami. Zapis na tablicy. Odczytanie świadectwa: M 8*. Rozmowa z uczniami wykład katechety. Zadanie domowe. Modlitwa: M 9. 3. MATERIAŁY M1 Dziczka wszczepiona w szlachetny pień "Jeżeli korzeń jest święty to i gałęzie. Jeżeli zaś niektóre zostały odcięte, a na ich miejsce zostałeś wszczepiony ty, który byłeś dziczką oliwną i razem z innymi gałęziami z tym samym korzeniem złączony na równi z nimi czerpałeś soki oliwne, to nie wynoś się ponad te gałęzie. A jeżeli się wynosisz, pamiętaj, że nie ty podtrzymujesz korzeń, ale korzeń ciebie". (Rz 11, 16b-18) M2 Wspólne więzy "Łączy przecież nas, chrześcijan i Żydów, wiara w jednego Boga, Stwórcę i Pana całego wszechświata, który stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. Łączą nas wspólnie uznane zasady etyczne, zawarte w Dekalogu, a zamykające się w przykazaniu miłości Boga i bliżniego. Łączy nas cześć dla ksiąg biblijnych Starego Testamentu jako Słowa Bożego i wspólne tradycje modlitewne. Łączy nas wreszcie jedna nadzieja na ostateczne nadejście Królestwa Bożego. Razem oczekujemy Mesjasza, Zbawiciela, choć my wierząc, że jest Nim Jezus Chrystus z Nazaretu oczekujemy nie pierwszego, lecz ostatniego Jego przyjścia, już nie w ubóstwie betlejemskiej stajni, lecz w potędze i chwale" (List pasterski z okazji 25 rocznicy ogloszenia soborowej Deklaracji "Nostra aetate" /na niedzielę 20 stycznia 1991 r./). M3 Zakorzenienie Kościoła w narodzie żydowskim "Kościół zakorzeniony jest w narodzie żydowskim i w wierze Żydów przede wszystkim przez fakt, że Jezus Chrystus wedle ciała wywodzi się z tego narodu. To centralne historiozbawcze wydarzenie było od samego początku zamierzone przez Boga w Jego odwiecznym planie zbawienia. Temu też narodowi Bóg objawił Swe Imię i z nim zawarł swoje przymierze. Wybranie to było nie tylko wyjątkowym przywilejem, ale także wielkim zobowiązaniem do wiary i wierności Jedynemu Bogu aż do świadectwa cierpienia, a nierzadko także i śmierci. Temu ludowi Bóg powierzył szczególną misję jednania wszystkich w prawdziwej wierze w jednego Boga i w oczekiwaniu Mesjasza, Zbawiciela. Gdy nadeszła pełnia czasu, Odwieczne Słowo Boga, Jednorodzony Syn Ojca przyjął ciało z Maryi Dziewicy, córki narodu żydowskiego. Zapowiadany przez proroków i oczekiwany przez swój lud, Jezus Chrystus narodził się w Betlejem, jako "syn Dawida, syn Abrahama" (Mt 1, 1). Z narodu żydowskiego wywodzą się też «Apostołowie, stanowiący fundament i kolumny Kościoła oraz bardzo wielu spośród pierwszych uczniów, którzy głosili świętą Ewangelię Chrystusową»" (tamże). M4 Wspólne dzieje Z narodem żydowskim łączą nas Polaków szczególne więzy i to już od pierwszych stuleci naszych dziejów. Polska stała się dla wielu Żydów drugą ojczyzną. Większość Żydów, żyjących obecnie na świecie, wywodzi się z terenów dawnej i obecnej Rzeczypospolitej. Niestety, ta właśnie ziemia stała się w naszym stuleciu grobem dla kilku milionów Żydów. Nie z naszej woli, ani nie z naszej ręki. Oto, co niedawno temu - 26 września 1990 roku mówił Ojciec Święty o naszej wspólnej historii. "Jest jeden jeszcze naród, jeden lud szczególny: lud Patriarchów, Mojżesza i Proroków, dziedzictwo wiary Abrahama... Ten naród żył z nami przez pokolenia, ramię w ramię, na tej samej ziemi, która stała się jakby nową ojczyzną jego rozproszenia. Temu narodowi zadano straszliwą śmierć w milionach synów i córek. Naprzód napiętnowano ich szczególnym piętnem. Potem zepchnięto do getta w osobnych dzielnicach. Potem wywożono do komór gazowych zadając śmierć - tylko za to, że byli dziećmi tego narodu. Mordercy czynili to na naszej ziemi - może po to, aby ją zhańbić. Nie można zhańbić ziemi śmiercią niewinnych ofiar. Przez taką śmierć ziemia staje się świętą relikwią" (Przemówienie do Polaków podczas audiencji środowej 26 września 1990r., tamże). M5 Żydzi a śmierć Chrystusa Ojcowie Soborowi występują w Deklaracji w sposób jasny i zdecydowany przeciw głównemu zarzutowi obarczania wszystkich Żydów odpowiedzialnością za śmierć Chrystusa. Deklaracja stwierdza: "Choć władze żydowskie ze swymi zwolennikami domagały się śmierci Chrystusa, jednakże to, co popełniono podczas Jego męki, nie może być przypisane, ani wszystkim bez różnicy Zydom wówczas żyjącym, ani Zydom dzisiejszym" (Nostra aetate, tamże). Niektórzy jednak powołując się na słowa Ewangelii św. Mateusza: "Jego krew na nas i na dzieci nasze" (Mt 27, 25), obwiniają Żydów za śmierć Chrystusa. Istotnie, wyrażenie to znaczy: przyjmujemy pełną odpowiedzialność za tę śmierć. Wołał to wszakże nie cały naród żydowski, lecz tylko podburzony tłum, zebrany przed pałacem Piłata. Nie można również zapominać, że także za tych ludzi, podobnie jak i za nas wszystkich, modlił się Jezus na krzyżu: "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią" (Łk 23, 34) (tamże). M6 Żydzi a komunizm "Jesteśmy świadomi, że u wielu naszych rodaków żywa jest ciągle pamięć krzywd i niesprawiedliwości wyrządzonych przez powojenne rządy komunistyczne, w których uczestniczyli także ludzie pochodzenia żydowskiego. Przyznać jednak musimy, że źródłem inspiracji ich działania nie było zapewne ani ich pochodzenie, ani też religia, ale ideologia komunistyczna, od której sami Żydzi zresztą zaznali wiele niesprawiedliwości" (tamże). M7 Zadania chrześcijan "Najważniejszym sposobem przezwyciężenia istniejących jeszcze dzisiaj trudności jest postawa dialogu prowadząca do eliminowania nieufności, uprzedzeń i stereotypów oraz do wzajemnego coraz lepszego poznania się i zrozumienia, opartego na szacunku do odrębnych tradycji religijnych, a także otwierająca drogę do wspólnoty w wielu dziedzinach. Ważne jest przy tym, byśmy uczyli się przeżywać i oceniać własne treści religijne Zydów i chrześcijan, tak jak je dzisiaj przeżywają sami Zydzi i chrześcijanie" (tamże). M 8* Wspomnienia Belli Chagall Bella Chagall (1895-1944), żona wybitnego malarza i grafika Marka Chagalla, w książce autobiograficznej Płonące świece (Kraków 1978) wspaniale wspomina tę obrzędowość religijną w domu. Zapoznaj się z fragmentem jej książki: "Ona błogosławi światła szabesu. (Żydowski szabes = hebrajski szabbat). Ciche modlitwy sączą się przez jej palce i dodają jeszcze więcej płomieni do ognia. Ręce mamy zapalają się ponad świecami, tak jak błyszczą Tablice Praw ponad świętą Arką. (Tablice z pierwszymi literami Dziesięciu Przykazań). Zbliżam się do mamy. Chciałabym sama wślizgnąć się pod te błogosławiące dłonie. (...) Zapalam moją małą świeczkę w świeczniku mamy, tak jak ona wznoszę ręce i jak gdyby poprzez kratę szepczę do mojej małej świeczki podsłyszane mamine modlitwy. (...) Słyszę, jak mama w swoich modlitwach wymienia takie czy inne imię. Wymienia tatę, dzieci, swojego ojca, swoją matkę... Oto i moje imię pada w płomienie świec. Serce mi płonie. Niechaj ich pobłogosławi Bóg Wszechmogący! - Mama opuszcza wreszcie ręce. - Amen! - tłumię słowo w dłoniach. - Dobrego szabesu! - woła głośno mama. (...) - Dobrego szabesu! - odpowiada ojciec z drugiego końca stołu i wstaje, żeby pójść do bożnicy. - Dobrego szabesu! - woła kucharka od drzwi (s. 40). (...) Wszyscy pojechali do bożnicy. Mama i ja pozostałyśmy same w domu. Biały stół i świeczniki płoną tylko dla nas. Wydaje się, że niebo też rozgorzało od płomyczków i zagląda przez okno. Mama siedząc pod wstęgą trzaskającego ognia modli się cicho. Jej modlitwy szemrzą. Czasem jakaś świeca wyda westchnienie. Moja maleńka świeczka prawie cała już wygasła. Podchodzę jak najbliżej ściany, recytuję Pochwały Wiekuistego (wszystkie błogosławieństwa żydowskie zaczynają się od słów: «Bądź pochwalony, Wiekuisty, nasz Boże, Królu świata»)... A oto od drzwi wejściowych słychać już głosy. To bracia wracają z synagogi" (s. 42-43). (...) "A tatuś, co on tam robi tak długo? Wraca z bożnicy zawsze ostatni. Z pewnością Żydzi, którzy modlą się głośno, przeszkadzają mu, więc zaczyna recytować Pochwały Wiekuistego dopiero wtedy, kiedy wszyscy zbierają się do wyjścia. Nawet w piątek wieczorem tatuś zostaje długo w bożnicy po ich wyjściu. (...) Tatuś na swoim miejscu z twarzą zwróconą na wschód kołysze się na lewo, na prawo, niczym drzewo na podwórku, które widać z naszego okna. Szeptem, z przymkniętymi oczami, oderwany od świata, odmawia psalmy! Wersety unoszą się, falują wokół niego" (s. 44). M9 Modlitwa: (Pwt 6, 4-9) "Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem - Panem jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego serca swego, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję. Wpoisz je twoim synom, będziesz do nich mówił przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu. Przywiążesz je do twojej ręki jako znak. Niech one ci będą ozdobą przed oczami. Wypisz je na odrzwiach swojego domu i na twoich bramach". M9 Modlitwa: (Pwt 6, 4-9) "Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem - Panem jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego serca swego, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję. Wpoisz je twoim synom, będziesz do nich mówił przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu. Przywiążesz je do twojej ręki jako znak. Niech one ci będą ozdobą przed oczami. Wypisz je na odrzwiach swojego domu i na twoich bramach".Jan 1Wskazówki i sugestie w sprawie wprowadzania w życie deklaracji soborowej Nastra aetate nr 4. Komisj a Stolicy Apostolskiej do Spraw Stosunków Religijnych z Judaizmem, w: Żydzi i judaizm w dokumentach Kościoła i nauczaniu Jana Pawia II 11965-1989, Warszawa 1990, s. 37-38. 2Żydzi i judaizm w głoszeniu Słowa Bożego i katechezie Kościoła katolickiego, w: tamże, s. 73-74. 3Zob. Przemówienie do przedstawicieli wspólnoty żydowskiej podczas pielgrzymki apostolskiej do RFN 1980, w: tamże, s. 110. 4M. Fuks, Z. Hofiman, M. Horn, J. Tomaszewski, Żydzi Polscy. Dzieje i kultura, Warszawa 1982, s. 9. 5A. Leszczyński, Sejmy Żydów polskich, Więź 4/1983/294, s. 111. 6M. Kula, Tmdna sprawa. Stosunki polsko-żydowskie 1918-1989, Przegląd Powszechny, 7-8/1990, s. 71. 7Zob. tamże, s. 73. 8Tamże, s. 74-75. 9J. Orlicki, Szkice z dziejów stosunków polsko-żydowskich 1918-1948, Szczecin 1983, s. 92. 10Zob. W. Bartoszewski, Z. Lewinówna, Ten jest z ojczyzny mojej, Kraków 1966, s. 7. 11Zob. M. Kula, Trudna sprawa..., art. cyt., s. 82. 12S. Wilkanowicz, Antysemityzm, patriotyzm, chrześcijaństwo, Znak 35/1983, s. 172. l3Wskazówki i sugestie w sprawie wprowadzenia w życie deklaracji soborowej Nostra aetate nr 4, w: Żydzi i judaizm w dokumentach Kościoła i nauczaniu Jana Pawła 11 (1965-1989, dz. cyt., s. 42-43. 14Postawa Kościoła wobec wyznawców innych religii. Sekretariat dla Niechrześcijan (1984), w: tamże, s. 44. 15SW. Chrostowski",Nostra aetate"z perspektywy ćwierćwiecza, Przegląd Powszechny 10/1990, s. 84-85. 16Przemówienie do przedstawicieli wspólnoty żydowskiej podczas pielgrzymki apostolskiej do Austrii 1986, w: Żydzi i judaizm w dokunzerctach Kościoła i nauczaniu Jana Pawła 11, dz. cyt., s. 175. 17Przemówienie do przedstawicieli Amerykańskiego Komitetu Żydów 1985, w: tamże, s. 147. 18Zob.: Przemówienie do przedstawicieli wspólnoty iydowskiej podczas pielgrzymki do Austrii 1988, w: tamże, s. 216. 19Tamże, s. 218. 20W. Chrostowski, "Nostra aetate" z perspektywy ćwierćwiecza, art. cyt., s. 82. 21Przemówienie w Synagodze Większej 1986, w: Żydzi i judaum w dokumentach Kościoła i nauczaniu Jana Pawła II, dz. cyt., s. 165. 22Wskazówki i sugestie w sprawie wprowadzenia w życie deklaracji soborowej "Nostra aetate" nr 4, w: tamże, s. 38. 23Postawa Kościoła wobec wyznawców innych religii, w: tamże, s. 165. 24Przemówienie w Synagodze Większej 1986, w: tamże, s. 165. 25Przemówienie do przedstawicieli wspólnoty żydowskiej podczas pielgrzymki apostolskiej do RFN 1980, w: tamże, 26H. Muszyński, Trwałość pierwszego przymierza, Atenettm Kapłańskie, 82/1990, z. 2, s. 172. 27M. Gołębiewski, Jedność i cicłgłość idei przymierza, Ateneum Kapłańskie, 82/1990, z. 1, s. 29. 28H. Muszyński, art. cyt., s. 180. 29Tamże, s. 181. 30Przemówienie do uczestników Zebrania Delegatów Krajowych Komisji Konferencji Episkopatów do dialogu i współpracy z Żydami i judaizmem, zorganizowanego przez Komisję do Spraw Stosunków Religijnych z Judaizmem 1982, w: Żydzż i judaizm w doku-nzerztach KoścżoĆa ż nauczantu Jana Pau~ła II (1965-19891, dz. cyt., s. 116. 31Tamże, s. 117. 32Żydzi i judaizm w głoszeniu Słowa Bożego i katechezie Kościoła katolickiego, w: tamże, s. 62. opr. ab/ab
To te trzy fundamentalne spory wyznaczają granice (podkreślam jeszcze raz nieostre) między poszczególnymi grupami polskiego Kościoła. Między eklezjologią ciągłości a zerwania . Pytaniem pierwszym, z jakim musi się zmierzyć współczesny, świadomy swojej wiary katolik jest pytanie o to, jak rozumieć Sobór Watykański II. Przez całe życie przekonujemy się, że czasami zadaje się nam pytania, które są nieco głębsze i że Jeśli się nie ruszasz lub nie jesteś ciekawy tej sprawy, nawet nie zastanawiamy się, bo przechodzą one niezauważone. Następnie w tej lekcji od NAUCZYCIELA zadajemy jedno z tych pytań: różnice między katolicyzmem a chrześcijaństwemCóż, wielu z was może pomyśleć, że jest tak samo, ale nie, są różnice, a naszym celem będzie ich wyjaśnienie. Może Ci się spodobać: Anglikanie i protestanci: różnice Indeks Czy katolicyzm i chrześcijaństwo to to samo? Różnice między katolikami a chrześcijanami Wnioski na temat różnic między katolicyzmem a chrześcijaństwem Czy katolicyzm i chrześcijaństwo to to samo? Pierwszą rzeczą, którą należy wyjaśnić, aby nie tworzyć rozbieżności, jest świadomość, że Katolicyzm staje się ułamkiem chrześcijaństwa, to tak, jakby powiedzieć, że każdy katolik jest chrześcijaninem, ale nie wszyscy chrześcijanie są katolikami, ponieważ kiedy mówimy o Słowo „chrześcijanin” może odnosić się do ewangelików, anglikanów, agnostyków, protestantów, mormonów, prawosławnych i wielu innych jeszcze…. Jest tak wiele istniejących religii, a każda z nich ma tak podobne dogmaty i tak niewiele różnic, że często powoduje to zamieszanie. Prawdą jest też, że istnieje wiele więcej podobieństw między nimi więcej niż różnice, bo jak już wcześniej skomentowaliśmy, aby być katolikiem, trzeba być chrześcijaninem, czyli tym samym wierzyć w Chrystusa, czyli jedno i drugie. uwierz i uznaj Jezusa za Zbawiciela, a także w Trójcy Świętej. Protestanci to kolejna gałąź wywodząca się z chrześcijaństwa. W tej innej lekcji od NAUCZYCIELA odkrywamy podsumowanie reformacji protestanckiej. Różnice między katolikami a chrześcijanami. Oto niektóre z różnice między katolicyzmem a chrześcijaństwem najwybitniejsze, jakie istnieją i które tkwią przede wszystkim w sposobach wypowiadania się. Są to: Kościół i święci Katolicy wierzą w Boga poprzez organizm, który znamy jako Kościół, ale wierzą także w Świętych i Dziewicę, którzy Działają jako pośrednicy między Bogiem a ludźmi, a oddają cześć dzięki licznym przedstawieniom rzeźb Chrześcijanie wierzą tylko w Chrystusa, jedyny prawdziwy Bóg. Siedem sakramentów Dla katolików jest siedem sakramentów, którymi są chrzest, Eucharystia, bierzmowanie, małżeństwo, święcenia kapłańskie, spowiedź i namaszczenie chorych; ale nie wszyscy chrześcijanie Akceptują istnienie siedmiu sakramentów, ponieważ zależy to od tego, czy jesteś ortodoksem, ewangelikiem, protestantem, niektórzy się dostosowują, a inni nie. Dziewica Maryja Kolejną różnicą między katolicyzmem a chrześcijaństwem jest to, że chociaż Katolicy wierzą w Maryję Dziewicę iw poczęciu Jezusa przez działanie Ducha Świętego; Niektórzy chrześcijanie wierzą w Maryję jako matkę Jezusa, ale nie poczęli Jezusa za sprawą i łaską Ducha Świętego. Papież Rzymu Katolicy wierzą w Papieża jako jedynego przywódcę duchowego potomkowie samego św. Piotra Apostoła, a zamiast tego niektóre grupy Chrześcijanie, jako prawosławni i protestanci odrzucają ten autorytet. Czyściec Zarówno dla katolików, jak i chrześcijan po śmierci w zależności od zachowania, jakie miałeś w ziemskie życie zostaniesz nagrodzony wiecznym zbawieniem, rajem lub wiecznym potępieniem, piekłem, bez embargo, dla katolików jest trzecie miejsce, czyściec”.Dla każdego, kto prosi o przebaczenie grzechów, dla chrześcijan czyściec nie istnieje. W czasie modlitwy Kolejna różnica, choć nie bardzo istotna, to kierunek, w którym się modliszO ile bowiem katolicy kierują się ku Najświętszemu Sakramentowi, o tyle dla chrześcijan nie trzeba modlić się w jakimś konkretnym kierunku. Wnioski o różnicach między katolicyzmem a chrześcijaństwem. Zarówno dla katolików, jak i chrześcijan cel jest ten sam: kochaj Chrystusa, uznaj Boga za naszego Pana, Są monoteistyczni, ponieważ pomimo objęcia Ojca, Syna i Ducha Świętego, jest tylko jeden prawdziwy Bóg. Tak więc wniosek do tego tematu opiera się na fakcie, że, jak już kilkakrotnie powtarzaliśmy, wśród chrześcijan istnieją różne grupy religijne że między sobą są rozbieżności w kwestiach związanych z Biblią, czy Jezus jest Bogiem, czy jest jego synem…, to jest Co więcej, w grupie chrześcijan jest więcej różnic niż między chrześcijanami a katolikami Tak. Kończąc innym przykładem, zarówno katolicyzm, jak i chrześcijaństwo mają jako odniesienia do pism świętych, czyli Biblia, składający się w sumie ze zbioru 73 ksiąg, 46 należy do Starego Testamentu, a pozostałe 27 do Nowego Testamentu. W grupie chrześcijan ewangelicy na przykład również posługują się Biblią, ale kierują się także tym, co czytają w książkach lub Ewangelie apokryficzne. Jeśli chcesz przeczytać więcej artykułów podobnych do Katolicyzm i Chrześcijaństwo - Różnice, zalecamy wpisanie naszej kategorii Fabuła. Poprzednia lekcjaIle jest rodzajów chrześcijaństwa i ...Następna lekcjaReformacja protestancka – krótkie podsumowanie Istnieją różnice w opiniach i metodach kultu między katolikami a protestantami, o których będzie mowa w tym artykule. katolicki Katolicy to największa grupa w chrześcijaństwie i wielu uważa, że termin katolik jest tym, który jest używany do określenia wszystkiego, co reprezentuje chrześcijaństwo. Właściwie niczym. Poza "oprawą". W obrządku pojawiają się identyczne wątki pozycjonowane w tej samej hierarchii. Przede wszystkim wyznawcy obu tych kościołów wierzą w tego samego Boga. .